Strona ks. Macieja Jastrzębskiego

Siostra i Mamunia

5. grudnia 2017 . przez xmj


Tydzień przed rozpoczęciem Adwentu w naszej rodzinie parafialnej przeżywaliśmy rekolekcje, których przewodnikiem był ks. prof. Henryk Seweryniak. Prowadzącego wspierali: Duch Święty, rodzona siostra Księdza Profesora Klaryska s. Lucyna wraz z całym klasztorem w Dysie, ks. rektor infułat Tadeusz Rutowski, klerycy WSD w Płocku. Jestem wdzięczny za taką solidarność, wsparcie i świadectwo. Rekolekcje przeorały wiele serc. Można do nich wracać na parafialnym YouTubie. Po rozmowach z uczestnikami rekolekcji oraz po owocach w postaci przyjętych Komunii w I Niedzielę Adwentu (potwierdzam, bo to dobry znak dla proboszcza, gdy go ręce bolą od rozdawania Komunii!), sądzę, że udały się. Dzieci na każdej katechezie podśpiewują piosenki z rekolekcji: „Czekamy z Maryją na spotkanie Pana”. Ci parafianie, którzy wzięli udział w tych ćwiczeniach rekolekcyjnych, przystąpili do spowiedzi i Komunii są długodystansowcami i gratuluję im tego oraz życzę utrzymania kondycji eucharystycznej! 

Dla mnie osobiście to był bardzo dobry czas; sam przeżyłem głęboko te rekolekcje i jestem wdzięczny Ojcu Henrykowi za świadectwo życia Profesora, ale przede wszystkim normalnego Człowieka, za wieczorne rozmowy niedokończone przy kominku…

Trudno jest głosić rekolekcje, gdy dopadło przeziębienie, kaszel i katar. Dlatego z wiarą Ksiądz Profesor poprosił mnie na Mszy z udziałem chorujących, abym udzielił Mu po raz pierwszy w Jego życiu sakramentu namaszczenia chorych. To było wzruszające przeżycie, gdy mój  Profesor klęka i prosi o dar tego sakramentu.

Byłem zbudowany relacjami Księdza Profesora ze swoją Mamą i Siostrą. Mogłem się nauczyć jak dobrze realizować czwarte przykazanie Dekalogu. Zawsze czegoś nam brakuje w relacjach z rodzicami. Byłem świadkiem codziennych rozmów telefonicznych z Mamunią (ks. Profesor tak nazywa swoją Mamę). Wiem po sobie, że nie są łatwe rozmowy z Mamą. Często trzeba cierpliwie wysłuchać, przyjąć słowo matczynego zatroskania i upomnienia. Piękne jest to, że ten kontakt jest żywy i codzienny. I jeszcze te niedzielne obiady dla Mamuni i Nią razem! Wszyscy możemy uczynić rachunek sumienia z naszych relacji z rodzicami i rodzeństwem.

Właśnie czytam książkę „Mamunia” autorstwa rodzeństwa: s. Lucyny i ks.Henryka, która przenosi czytelnika do dzieciństwa spędzonego na wsi. Kocham wieś, bo wiejskie parafie to takie  małe nieba. 

Dziękuję za rekolekcje i modlitwę oraz pozdrawiam serdecznie Siostrę Lucynę z Karmelu i dziękuję za dobre słowa i mądre życzenia!

ps Czy ktoś wie co to jest owijaczka /owijka? Ks. Profesorowi i mi bardzo smakowała w dzieciństwie.

Samotność zmarłych

7. listopada 2017 . przez xmj

Czas listopadowy uczy nas jak właściwie i twórczo przeżywać samotność.  Oczywiście tę dobrą, potrzebną, która jest jak ten mój tajemniczy ogród (i wejście do niego na powyższej fotografii). Ale jest też i ta niedobra samotność, o której śpiewał  Ryszard Riedel.„Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie…” Ona zawsze jest dana po coś. Więcej o samotności warto przeczytać tutaj.

W księdze intencji na parafialnej stronie pojawił się taki wpis: Parafianka pisze: „po co tyle kwiatów i zniczy stawiacie na grobach? komu to pomaga>? chyba raczej sobie – dla siebie – dla swego egoizmu, bo umarłym to nic nie pomoże. ich kochać trzeba za życia, cała ta wystawka na grobach to próżność ludzka. Szkoda tylko pieniędzy wydanych w złym celu i produkcja ton śmieci!!! Módlmy się o zrozumienie problemu grobów, który z roku na rok staje się poważniejszy, bo mamy więcej kasy i pokazać się trzeba ludziom. Panie zmiłuj się nad nami! o skromność proszę! I umiar na grobach”. 

Chyba jest coś z prawdy w tym wpisie. Może chcemy zabić naszą złą samotność ilością doniczek i mnóstwem zniczy…? Pamięć ludzka jest krucha. (Za)Szybko zapominamy o naszych bliskich, którzy umierają. Niestety, jest tak często, że bardziej pamiętamy o sobie kładąc na groby te kwiaty i zapalając światła. 

Zauważam ostatnio coraz mocniej, że jest też samotność zmarłych. Podczas parafialnych Zaduszek wyczytuję imiona i nazwiska tych, którzy odeszli od nas w ostatnim dziesięcioleciu. Podczas wyczytania ktoś z rodziny zapala znicz. Były nazwiska, którym nie zapalono światła. To taka bolesna samotność tych zmarłych, o których już nie ma pamięci. Dlatego wzbudzamy tę pamięć i nadzieję przez przypominanie rocznic śmierci, zamawianie tradycyjnych wypominek, ofiarowanie Eucharystii, pamięć całoroczną – nie tylko 1 listopada!   

O mistrzach samotności mówi +ks. Krzysztof Grzywocz

  

 

Wata cukrowa służy

3. października 2017 . przez xmj

Maryla Rodowicz, podczas świętowania 50 lecia pracy artystycznej, przypomniała nam tekst znanej piosenki: „(…) że najbardziej mi żal: kolorowych jarmarków, blaszanych zegarków, pierzastych kogucików, baloników na druciku, motyli drewnianych, koników bujanych, cukrowej waty i z piernika chaty”. Wielu z nas wspomina swoje dzieciństwo w kolorze i smaku powyższych słów z refrenu piosenki „Kolorowe jarmarki”. Nie było wtedy smartfonów, tabletów, gier komputerowych, samotności w sieci. Ale były kolorowe jarmarki, rodzinne odpusty, uroczyste obiady, obwarzanki, no i oczywiście cukrowa wata!

Podczas półkolonii „Owocowe Wakacje” (z pomysłu otwartej na natchnienia Ducha Świętego p. Sylwii Maćkiewicz), pojawił się klaun z maszyną do robienia waty cukrowej. Dzieci były zachwycone. Widziałem ten błysk w oczach uczestników  Owocowych Wakacji. Ustawiła się długa kolejka i niektóre z dzieci podchodziły po kilka razy po watę. To chyba Duch Święty dał mi pomysł, aby taką maszynę do robienia waty cukrowej kupić dla parafii. I tak się stało. Przeszkoliliśmy kilka ekip i maszyna stała się oswojona. 

Zapracowała już na siebie i zarabia na dobre i szlachetne cele. Na odpuście św. Rocha zarobiła ponad 600 zł na potrzeby duszpasterstwa dzieci i młodzieży, poczęstowała watą na deser księży na obiedzie odpustowym. Na dożynkach pracowała na pomoc w rehabilitacji druha Maćka, który uległ poważnemu wypadkowi. Podczas XVII Dnia Papieskiego będziemy kręcić watę cukrową dla św. Jana Pawła II i Jego stypendystów.

Niby zwykła maszyna, a ile daje radości, spełnia marzenia, przyciąga dzieci i dorosłych do kościoła, pomaga w potrzebie. To też kolejny owoc Ducha Świętego. 

Mt 18: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?”. On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim.”

Zapraszam więc na watę cukrową, która służy Nowej Ewangelizacji.
YouTube Preview Image

 

Piękniejszy od kobiety!

6. września 2017 . przez xmj


Dzisiaj na katechezie w klasie V podczas wzajemnego poznawania się zadałem dzieciom pytanie: „Z kim, lub z czym kojarzy Ci się słowo Bóg?”. Padła odpowiedź z ust młodego mężczyzny z kl. V: „Bóg jest piękniejszy od kobiety!”.
Zatem zapraszam na adoracje w ciszy naszego Boga, który jest piękniejszy od kobiety! Warto opalać się w promieniach Jezusa w Najświętszym Sakramencie i znaleźć klucz do tabernakulum, który dzisiaj wielu zagubiło gdzieś. Dobrze, że przybywa kościołów i kaplic w których jest adoracja. Gdy jestem w Toruniu, lubię zajrzeć do kaplicy wystawienia u Jezuitów na Starym Mieście. Zawsze tam ktoś jest z Jezusem! Zapraszam do mojej wspólnoty parafialnej na adoracje w ciszy – zazwyczaj w soboty od g. 17.00. Podobno przyszłość Kościoła rozstrzygnie się na adoracji. Więcej tu.

Miał czas

23. sierpnia 2017 . przez xmj


Wygrzebałem to zdjęcie z mojego archiwum. Pochodzi sprzed prawie 30 lat. Zrobił je i wywołał w wersji papierowej w swojej ciemni fotograficznej mój kolega +ks. Marek Topolewski (zmarły w październiku 2016 r.). Gościliśmy w naszym pokoju opiekuna naszego rocznika ks. prof. Henryka Seweryniaka, który uczył nas Kościoła. Nasz senior ks. Leszek Błaszczak pisał wtedy pracę magisterską u ks. Seweryniaka (widzimy czynione korekty – tzw słynne „siano”). Na zdjęciu za Profesorem stoją: ks. Lech Piórkowski, ja (także piszący prace u xHS) oraz +ks. Krzysztof Brakoniecki, którego pogrzeb odbył się 22 sierpnia br w Krasnosielcu. To już drugi kolega kursowy, który w ciągu roku odszedł do Domu Ojca. 

Msza św. pogrzebowa została odprawiona pod przewodnictwem Biskupa Łomżyńskiego Janusza Stepnowskiego, który wspominając ks. Krzysztofa, mówił o nim m.in.  że był zawsze uśmiechnięty i „miał czas”. Miał czas dla innych, ale nie miał go dla siebie. Stąd zaniedbał swoje zdrowie. Zapadło mi w serce to, że On „miał czas”.

Dzisiaj tak łatwo mówi się, że nie mamy czasu. Czas przyspieszył, a my go nie potrafimy złapać, zatrzymać , dogonić. On mija i nie ma litości dla nikogo. Widzę to po sobie i przy okazji spotkań z księżmi. Wielu nie znalazło czasu, aby przyjechać na pogrzeb kolegi, po pogrzebie prawie wszyscy gdzieś się  spieszyli. Trudno było porozmawiać z kolegami, których nie widziałem lata całe. Widzę to na odpustach i rekolekcjach. Dobrze, że księża przyjeżdżają jeszcze na nie. Ale jest jakaś presja, pęd, pośpiech, napięcie: aby szybciej, aby krócej. Od strony kuchni patrząc, to przygotowania do obiadu odpustowego trwają kilka dni. A sam obiad odpustowy trwa niespełna godzinę. No, może ostatnio, na odpuście św. Rocha, księża posiedzieli dłużej delektując się po obiedzie watą cukrową, która to sprawiła wiele radości i wspomnień z dzieciństwa. Jeden z księży przyznał się, że watę cukrową jadł 50 lat temu…

Michel Quoist pisał: „Współczesnego człowieka niszczy pośpiech. Nigdy się nie zatrzymuje. A przecież tajemnicą szczęścia jest umieć czasem przystanąć.” Pogrzeby, których coraz więcej, są taką chwilą aby przystanąć. Dzięki Ci Krzysiu, że miałeś czas i uczysz nas, abyśmy go też posiadali. Szkoda tylko, że nie znalazłeś go dla siebie i swego zdrowia. Teraz Ty jesteś już poza czasem, my jeszcze zmagamy się z nim. Oby nas zaprowadził do wieczności.

Czas nas uczy pogody, tak od lat, tak od lat… to mądra piosenka

YouTube Preview Image

« Poprzednie wpisy Następne wpisy »