Strona ks. Macieja Jastrzębskiego

Parafia to jednak biuro podróży – dopokąd idę!

14. lipca 2018 . przez xmj


Ludzie lubią coraz bardziej podróżować. Na wsi jednak to nie jest takie proste. Nie chodzi tylko o potrzebne pieniądze, ale o czas, terminy, zastępstwa, pracę ze zwierzętami i w polu. Ale jeśli uda się pozałatwiać zastępstwa i zorganizować czas pracy, to warto pojechać na dłużej i dalej. To, czego doświadczy się na pielgrzymce, czy wycieczce, tego nigdzie się nie kupi. To takie wewnętrzne doświadczenie – bardzo osobiste! Wędrowanie przypomina o tym, że czas ucieka i wieczność czeka.

Spotkałem się z opinią, że parafia, to nie biuro podróży. Ktoś mądry powiedział: „Jeżeli wasz ksiądz nie organizuje wycieczek i pielgrzymek, to mówicie, że nic nie robi dla was. Jeżeli organizuje pielgrzymki i wycieczki, wtedy mówicie, że parafia to nie biuro podróży”.

Edward Stachura pisał: „Wędrówka jedną życie jest człowieka; Idzie wciąż, Dalej wciąż, Dokąd? Skąd? Jak zjawa senna życie jest człowieka; Zjawia się, dotknąć chcesz, Lecz ucieka! To nic! To nic! To nic! Dopóki sil, Jednak iść! Przecież iść! Będę iść!”. Tym mocnym doświadczeniem ludzkiego losu, niejako jego istotą, jest wędrowanie, podróżowanie, pielgrzymowanie. Jak pisał Norwid:” Przecież i ja — ziemi tyle mam, Ile jej stopa ma pokrywa, Dopokąd idę”. „Dopokąd: –  słowo wielkiej głębi, znaczy: gdzie, dokąd, jak daleko, dopóki, jak długo, do kiedy. Kryje się w nim wytrzymałość, konsekwencja, wierność celowi. Słowo to ma w sobie wiarę, tchnie nadzieją, jest wezwaniem, by iść po marzenia. Dopokąd idę jestem człowiekiem, żyję, spotykam innych, idę naprzód, spełniam obowiązek i powołanie. Dopokąd idę, jestem człowiekiem wolnym. To nic, że wieczorem padam ze zmęczenia, że nie mogę często zasnąć, bo troski i problemy codzienne nie dają. Ale dopokąd idę drogą, która prowadzi do celu wędrówki: świątyni/nieba/ – jestem sobą. I wiem kim jestem – Boga Synem i Córką.

W poprzedniej mojej proboszczowskiej parafii udało się rozpalić ogień wędrowania, który płonie coraz bardziej. Pani Kasia – Szefowa biura podróży – nadziwić się nie może, że z takiej niewielkiej parafii już tyle wyjazdów organizowała. Chcą podróżować!

Ośmielam się postawić tezę, że parafia to jednak jest poważnym biurem podróży! Nie tylko, że organizuje pielgrzymki, wycieczki, spływy kajakowe, rajdy rowerowe, wyjazdy na baseny itp. Ale  dlatego, że organizuje parafianom wędrówkę do świątyni i do nieba. Każda parafia nieustannie zaprasza, przypomina biciem dzwonów, grą organów. Kto chce, ten się załapie… niektórych niestety  po śmierci przyniosą do kościoła na siłę, bez ich woli (bez biletu? na gapę?) 

Zdążyłem wrócić z ostatniej pielgrzymki i zaraz zostałem wezwany do chorego z sakramentami. Przygotowałem go: umocniłem modlitwą, udzieliłem rozgrzeszenia i Komunii świętej, ukierunkowałem tego człowieka na tę najważniejszą podróż do nieba (otrzymał bilet!). Zapraszam do posłuchania zapomnianego już chyba zespołu: Stare Dobre Małżeństwo 

Szkoła życia, czy szaleństwo kajakowe?

9. czerwca 2018 . przez xmj

To już Karol Wojtyła wiedział w połowie XX wieku, że kajak może stać się narzędziem ewangelizacji. Dobre pomysły trzeba naśladować. Dlatego od pewnego czasu proponuję rodzicom i ich dzieciom przygodę z kajakiem. Zabieram dzieci te najbardziej gorliwe w Służbie Bogu – w nagrodę  za cały rok pracy i różnorakiej służby w Kościele. Zdecydowana większość rodziców popłynęła po raz pierwszy w życiu, nie mówiąc o dzieciach. W minionym tygodniu odbyły się dwa spływy rzeką Drwęcą. Wybrałem odcinek stosunkowo łatwy i niedługi bacząc na kondycję zwłaszcza dzieci. Ale nie obyło się bez przygód typu powalone drzewa w poprzek rzeki, wiry, głazy, stłuczki. W sumie spłynęło 48 osób.

W tym roku spływał z nami nasz wyjątkowy patron św. Stanisław Kostka. Zaprosiliśmy go i uczyliśmy się od niego jak być dzisiaj rycerzem, bo przecież on 450 lat temu takim był. A wiadomo, że rycerz musi spełnić trzy zadania w swoim życiu: przeżyć przygodę, stoczyć bitwę i uratować piękno.

Taka wodna wyprawa kajakiem nauczyła nas przeżywać życie jako przygodę z Bogiem. Pomimo wielu przeszkód, wirów, prądów, skał podwodnych, niespodziewanych widoków, stłuczek, wywrotek,dreszczu emocji, niepewności, popłynięcia nie tam gdzie się chce, to warto dopłynąć do celu – do Przystani Zacisze i we wspólnocie ucieszyć się pieczoną kiełbaską (nigdy tak nie smakowała!).

Nawet na takim krótkim spływie kajakowym, który trwał ok. 3 godzin, można stoczyć wielkie bitwy! Zwyciężyć swoje słabości i lęki. Podziwiałem te wystraszone mamy i nawet ojców, których kajak nie chciał słuchać; jak dzielnie walczyli i nie poddawali się przeciwnościom. A i dzieciaki pokonywały swoje strachy, lęki, niepewności. Wielka radość zapanowała, gdy udało się „wylądować” na ziemi. Strach ma zawsze wielkie oczy. Chwała zwycięzcom!

Uratowaliśmy także wiele piękna i dobra. Ten czas spędzony na wodzie i patrzenie na świat z innej perspektywy, cisza, szum płynącej wody, śpiew ptaków i zapach mięty tam rosnącej to istny raj na ziemi. Wielkie odprężenie i zachwyt. Wielu uczestników było zachwyconych tym pięknem, które jest tak blisko i które udało się odkryć.

A na koniec spływu podszedł do nas ratownik, który płynął z nami i pokazał najlepszą polisę ubezpieczeniową – różaniec, który wyjął z kieszeni.

Gdy zaproponowałem dzieciom spływ kajakowy, niektórzy rodzice zareagowali jak ci bliscy Jezusa z Ewangelii na 1o Niedzielę Zwykłą rok B. „(…) wybrali się , żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”. Mk 3, 20. Mówiono w parafii: „Co za szalony pomysł!”, „potopimy się”, „a ja to się boję”, „nie umiem pływać”, „czy proboszcz odszedł od zmysłów?”. Niektóre dzieci rezygnowały, bo nie miały z kim płynąć.

I tak oto zebrała się grupa chętnych i odważnych. Pytają się teraz, kiedy płyniemy następnym razem?

Mieć swoją podłogę

10. kwietnia 2018 . przez xmj


Podczas ostatnich Dni Pastoralnych w Płocku mogliśmy wysłuchać ciekawych przedłożeń dotyczących tematu: „Młodzież – Wiara – Powołanie”. Notowałem usilnie myśli prof. dr hab. nauk humanistycznych z Toruńskiego Uniwersytetu Aleksandra Nalaskowskiego. Temat wykładu: „MŁODZIEŻ NA DRODZE  OD SACRUM DO PROFANUM I Z POWROTEM”Dobrze, że Pedagog zostawił swój wykład do poczytania i medytacji Jego sensownych przemyśleń. Będę wracał często do tych złotych myśli Profesora z Torunia. Uczestnicy Dni Pastoralnych byli poruszeni słowami Wykładowcy na sali kinowej m. in., gdy Profesor powiedział o dzisiejszym docenianiu cielesności: „Jeśli chce się kogoś zniszczyć to często wytacza się działa cielesne. Tak jest w przypadku zarzutów wobec duchownych (obżarstwo, „gosposie”, „molestowanie nieletnich”, alkohol),  tak jest w codziennej praktyce. „Idziesz z żoną – pantoflarz, idziesz z młodą dziewczyną – to kochanka, idziesz z dwiema dziewczynami – erotoman i rozpustnik, idziesz z mężczyzną – homoś, idziesz sam – onanista, nie idziesz – widocznie siedzisz za gwałt”. Sapienti sat! Takie mamy czasy, że cokolwiek i z kimkolwiek, albo i sam zrobisz, to i tak jesteś podejrzany! I jeśli chodzi o księży, to należy to podnieść do kwadratu – przynajmniej.

W Wielki Piątek słuchałem audycji w Trójce poświęconej nowemu muzycznemu wydarzeniu :”Tischner. Mocna nuta” . Powstała niezwykła płyta inspirowana twórczością ks. prof. Józefa Tischnera. Słuchałem wywiadu z Munkiem (Zygmuntem) Staszczykiem z T.Love. Piosenkarz, który zaśpiewał w tym projekcie, mówił m.in. „Tak, jestem wierzącym człowiekiem. Nie jestem wzorcowym, mam wzloty i upadki, ale mam swoją podłogę, po której mogę chodzić. Każda wiara to łaska, mocuję się po swojemu. Jestem katolikiem i nigdy się tego nie wstydziłem. Człowiek to dusza i ciało, ciągły dylemat jest. Ciało to szeregowiec, dusza to kapitan i to ciało zawsze domaga się swojego papu. Dzisiaj dużo ludzi chodzi smutnych, wręcz w klinicznej depresji. Ten smutek wynika z braku  właściwej podłogi. Nie chcę nikogo nawracać, ale zachęcam do zwrócenia się do …, ale co tu gadać!”

Niedawno pisałem o młodym niewierzącym człowieku, który obraził się, że porównałem go do zwierzęcia. Widocznie zabrakło mu podłogi. I to jest ta podłoga Muńka Staszczyka! Modlitwa, spowiedź, rekolekcje, Msza św. Dzień Pański i jego świętowanie, sakramenty, codzienne świadectwo chrześcijańskiego życia i wiara. Wiara wydaje się być czymś istotnym i koniecznym, aby zrozumieć (TAK zrozumieć!) sens życia, cel naszego wędrowania, ból upadków i błądzenia. 

W kazaniu z Niedzieli Wielkanocnej podziękowałem parafianom i gościom za 3 ważne wydarzenia z Wielkiej Soboty:  – 1) za podłogę zabrudzoną w kościele, 2) za to, że ogłuchłem na prawe ucho od ilości spowiedzi, 3) za to, że bolą mnie ręce od rozdawania Komunii! 

Ważne, aby mieć swoją podłogę (nawet zabrudzoną), mimo wszystko, co inni powiedzą… Ważne, że ręce bolą i uszy głuchną.

Polecam też do przeczytania 

Kiedy jest wiara?

28. marca 2018 . przez xmj


Kilka dni temu podszedł do mnie po pogrzebie młody mężczyzna i poprosił o rozmowę. Obraził mnie ksiądz dziś na kazaniu pogrzebowym – twierdzi mężczyzna. To przepraszam bardzo – odpowiadam i pytam czym? Rozmówca twierdzi, że porównałem go do zwierząt. Jak to – pytam? Bo proszę księdza ja jestem niewierzący, a ksiądz mówił, że tylko człowiek potrafi się modlić. A zwierzęta nie modlą się…! No tak jest. Mamy ciało podobne do zwierzęcego i tylko ludzie potrafią myśleć, marzyć, mieć nadzieje, kochać i modlić się. Bez modlitwy, Mszy świętej, spowiedzi, sakramentów, rekolekcji, adoracji człowiek zdziczeje! Może stać się zwierzęciem.

Wchodzimy w czas najważniejszych Świąt chrześcijańskich – Triduum Paschalnego i wiara wydaje się być czymś istotnym i koniecznym, aby zrozumieć (TAK zrozumieć!) sens życia, cel naszego wędrowania, ból upadków i błądzenia. 

Lubię chodzić po górach. Nauczyli mnie tego moi Rodzice i ks. Józef Szczeciński (Prefekt i Dyrektor NSD), który w LO im. św. Stanisława Kostki w Płocku w latach osiemdziesiątych minionego wieku wyciągał nas w góry. Już wtedy potrafił nas nastolatków zachęcić do tego, abyśmy zmieniali kanapę na buty wyczynowe! Wędrowaliśmy przed siebie, bez zaplanowanych noclegów w wygodnych hotelach, z namiotami w ręku i z plecakami na ramionach. Wędrowaliśmy po polskich górach i gdzie noc nas zastała tam rozbijaliśmy namioty. Czasem nie było co jeść. Nawet chleba brakowało w sklepach. Deszcze, ani kamienie na ścieżkach nie przeszkadzały w radości zdobywania kolejnych szczytów! Mieliśmy wiarę i radość z niej płynącą.

A kiedy jest wiara? Pytamy dziś w ten zimny, marcowy czas wielkopostny. Z odpowiedzią przychodzi mi wiersz Czesława Miłosza „Wiara”

Wiara jest wtedy, kiedy ktoś zobaczy
Listek na wodzie albo kroplę rosy
I wie, że one są — bo są konieczne.
Choćby się oczy zamknęło, marzyło,
Na świecie będzie tylko to, co było,
A liść uniosą dalej wody rzeczne.

Wiara jest także, jeżeli ktoś zrani
Nogę kamieniem i wie, że kamienie
Są po to, żeby nogi nam raniły.
Patrzcie, jak drzewo rzuca długie cienie,
I nasz, i kwiatów cień pada na ziemię:
Co nie ma cienia, istnieć nie ma siły. 

Wiara jest trudną łaską, zawsze boli i rani jak te kamienie w górach. Trzeba ją ciągle zdobywać i ją pomnażać, troszczyć się o nią, pielęgnować, uprawiać, podlewać, nawozić – a ludzie na wsi powinni to znać i umieć. Wszak to czynią ze swoją ziemią…

Na ten czas Świąteczny życzę Wszystkim, zaglądającym tu, wiary, która boli! Młodemu człowiekowi obiecałem modlitwę i powiedziałem mu, że on wcale nie jest nie wierzący. Zabolała go jego nie (wiara…?). Może nie wiedział, że kamienie są po to, aby nam nogi raniły, może nie miał cienia…?

Ile kosztuje Msza święta?

8. marca 2018 . przez xmj


Świat dzisiejszy jest przepełniony fake newsami, manipulacjami, półprawdami. W minioną środę, jak podczas każdej audiencji generalnej, Franciszek wygłosił katechezę dotyczącą Eucharystii. Portale Internetowe i  środki masowego przekazu podawały jak oszalałe, że Ojciec Święty naucza, iż za Mszę świętą nie trzeba płacić! A gdy Franciszek naucza, że Niedziela to Dzień Pański i trzeba go świętować (nie pracować i nie robić zakupów), że aborcja to zabójstwo, że nie wolno niszczyć środowiska, że trzeba słuchać Jezusa, że nie można popierać związków gejowskich, że…itd. Media świeckie i komercyjne milczą! Tu są najnowsze katechezy Franciszka.

Ja zawsze swoim parafianom mówię tak, gdy pytają mnie ile kosztuje Msza święta, ślub, chrzest? Sakramenty są BEZCENNE! Już Jezus  Chrystus zapłacił za nie! Złożył Ofiarę z Samego Siebie za nas. Zapłacił! 

Franciszek mówił na katechezie: „Chcesz złożyć ofiarę? Uczyń to”. Eucharystia zawsze łączy się z ofiarą, każdą ofiarą: pójścia do kościoła, wysiłku, trudu, podróży, złożenia ofiary na różne cele: parafialne, charytatywne, utrzymania kapłana i świątyni – często zabytkowej i obiektów parafialnych, wynagrodzenia za pracę obsługi, ogrzewanie, energię, komunikanty, wino, szaty liturgiczne, pranie i prasowanie,  wywóz śmieci, sprzątanie, pielęgnację drzew, prowadzenie strony internetowej, utrzymanie Kurii Diecezjalnej,Wyższego Seminarium Duchownego, Szkół Katolickich, Muzeum Diecezjalnego, Caritas, Domu Księży Emerytów, Misjonarzy, ubezpieczenia obiektów kościelnych itp. Więcej o intencjach mszalnych tu.

To ile to kosztuje? Ta Msza, ten chrzest, ten pogrzeb? – pytają wytrwale parafianie. A ślub? Ślub tyle kosztuje, ile narzeczony ceni swoją narzeczoną… Powtarzam, że nic nie kosztuje, ale składa się ofiarę przy okazji sakramentu.

Miała rację moja nieżyjąca babcia Hela, gdy powtarzała sentencję: „Jaka wiara, taka ofiara…”

« Poprzednie wpisy Następne wpisy »