Strona ks. Macieja Jastrzębskiego

Razem

3. kwietnia 2021 . przez xmj

My zawsze razem! I tego samego życzę wszystkim Przyjaciołom (i nie), Znajomym i wrogom Krzyża także – z okazji Wielkiej Nocy 2021. Weź i chodź! My wracamy do domu z Wielkopiątkowej adoracji Krzyża. W tym roku sprawowanej pod niebem, na zimnym wietrze, po to, aby więcej parafian mogło oddać cześć Krzyżowi Chrystusa. Moje oświadczenie dla policji – jako odpowiedź… o istocie powołania kapłana także w XXI wieku. 
Dobre do medytacji, polecam poniżej:
„proszę was
nie bójcie się samotności
nie bójcie się ciszy
nie bójcie się „nudy”
pamiętajcie
że milczenie jest wymowne
że nienawiść krzyczy ryczy
ujada i wyje
miłość uśmiecha się milczy
czeka na was.”
Tadeusz Różewicz
Krzyżu Chrystusa:
Jezus najwyższe Imię:
Zbawienie przyszło przez Krzyż:
Dziękuję Sylwii Maćkiewicz za urocze fotografie

Smak Boga

1. lutego 2021 . przez xmj

Zapytałem Parafiankę o to, jak smakuje Bóg na kwarantannie covidowej. Oto poniżej kilka Jej myśli / świadectwo / przeżycia przecież nie-co-dzienne / ból / cierpienie / anioły / wolność / myśli trochę pozłacane. Wiele osób było na kwarantannie, niektórzy chorowali. Warto przeczytać, zrobić rachunek sumienia, zatęsknić, zapytać siebie o smak Boga.

Na kwarantannę trzeba mieć sposób/plan… mój był prosty – nie zmarnować tego czasu. Z szybkiego tempa życia zrobiło się wolne (choć w rodzinie nigdy nie ma miejsca na nudę). Moja pierwsza Eucharystia online nie była aż taka zła… ale już wtedy zaczęło nurtować mnie pytanie: ile tak można bez Smaku Boga trwać…? Pojawił się też żal, że nie mogę iść do kościoła… i poczucie niesprawiedliwości. Z biegiem dni (wbrew moim obawom) nie brakowało mi wolności, bo w końcu wolność jest w nas (co powtarzałam sobie niczym hasło…) Ten dany nam był dobry…

Kolejna Eucharystia była już trudniejsza… smak Boga zastąpił smak łez, które w czasie duchowej Komunii spływały po policzku… było gorzej też z chorym domownikiem… zaczęłam wtedy prawdziwy adwent, przepełniony tęsknotą za Bogiem, Normalną Eucharystią i za rozgrzeszeniem… Dostrzega się w takich chwilach własną słabość, małość, próżność… Zrozumiałam dokładnie, że Covid to nie tylko nazwa, której mamy dosyć i przyczyna naszej kwarantanny… ale, że to realne ryzyko śmierci. Zastanawiałam się też czy ja jestem gotowa umrzeć… żałowałam coraz bardziej zmarnowanych okazji do spowiedzi… Mamy konfesjonały na wyciągnięcie ręki, Eucharystię, Adorację – mamy wszystko, a nie mamy czasu… Ja teraz tkwiłam w odwrotności proporcjonalnej – miałam czas, ale nie miałam niczego…

Rytuały domowego szpitala nie były dla mnie przykrym obowiązkiem… bardziej było to coś, co nazwałabym po prostu Miłością Bliźniego. W chwilach słabości i ludzkiego zmęczenia myślałam o tych, którzy od kilku miesięcy patrzą na chorych, którym nie potrafią pomóc, myślałam o tych wszystkich świętych, którzy za nic mieli swoje życie ziemskie i potrafili ryzykować je dla każdego a raczej dla Niego Jednego. Święty Roch pewnie wtedy miał mnie już dosyć chociaż moja modlitwa nie była zbyt wylewna. Zastanawiałam się coraz częściej czy ja tak potrafię się spalać dla Boga? Zatrzymałam się którejś nocy przy cytacie ze św. Jana Pawła II, który na setną rocznicę Jego urodzin wylosowałam dwukrotnie… i który wisi sobie nad komodą „Człowiek najpełniej afirmuje siebie, dając siebie. To jest pełna realizacja przykazania miłości.” Czyli jeszcze i wciąż i więcej mam dawać siebie… zgodziłam się na to dawanie… w międzyczasie przedłużono nam kwarantannę… i wiadomo było, że niedziele adwentowe to w sumie nic, bo Boże Narodzenie też będzie online…

Są takie momenty, kiedy człowiek przyjmuje wszystko w ciszy, bo nie ma siły się przeciwstawić absurdalnej niekiedy rzeczywistości. I do tego trzeba robić wszystko, żeby nie gnić od środka… Na szczęście było lepiej covidowo. Adwentowe czuwanie zakończyła wigilijna Komunia Święta, która była jednocześnie najpiękniejszym prezentem jaki w życiu dostałam na Boże Narodzenie… Boże Narodzenie też nastąpiło o czasie.. Tym razem było inne, w naszym domowym kościele.

Kwarantanna to też sprawdzian dla aniołów codzienności.. Są takie anioły. Naprawdę… Czasem mieszkają po sąsiedzku, czasem zamieszkują plebanię… czasem są w naszej rodzinie… czy między znajomymi… Zjawiają się właśnie wtedy kiedy trzeba… nie narzucają się, bo wiadomo… kwarantanna, ale swoje robią. My też takich aniołów codzienności mieliśmy.

Kilka myśli pokwarantannowych… nie aż takich złotych… może trochę pozłacanych:

1. Służba drugiemu człowiekowi niczego Ci nie odbiera. Przeciwnie – daje wszystko, czego właśnie potrzebujesz
2. Im więcej dajesz z siebie, tym bardziej stajesz się sobą
3. Nie wymagaj od świętych, by Ci pomagali rozwiązać twoje problemy, proś raczej by pomagali Ci stawać się świętym
4. Każdą złość zamień w spokój… najlepiej służy ku temu Twoje milczenie
5. Kochaj

foto Sylwia Maćkiewicz

Z Rzymu do Strzyg

7. stycznia 2021 . przez xmj

Wywiad z proboszczem parafii św. Stanisława BM w Strzygach przeprowadzony przez rzecznika Diecezji Płockiej Elżbietę Grzybowską

  1. Skąd pozyskane zostały relikwie?

Relikwie św. Rocha przybyły do nas z samego Rzymu, za pośrednictwem kapłana naszej diecezji pracującego w Watykanie ks. Prałata Waldemara Turka.

  1. Jakie to relikwie – który stopień?

Relikwie, które otrzymała nasza parafia to tzw. relikwie „ex ossibus”, czyli z kości Świętego, wcześniej określane jako relikwie I stopnia, natomiast od 2017 r. kiedy Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wprowadziła nowy podział klasyfikacji relikwii, uznawane są jako relikwie „non insigni”, czyli potoczne.

  1. Gdzie zostały umieszczone, czy ktoś np. ufundował relikwiarz?

Kiedy otrzymałem informację, że relikwie przybyły do kraju i czekają na odebranie podzieliłem się niemal natychmiast z parafianami tą radosną nowiną. Nie trzeba było długo czekać by znalazł się sponsor dla ufundowania relikwiarza oraz tzw. relikwiarium, czyli kapliczki, w której jest przechowywany i eksponowany relikwiarz.

  1. Dlaczego Ksiądz się o nie starał?

Oczywiście nie sposób pokojarzyć okoliczności przybycia do nas relikwii św. Rocha z tym trudnym minionym rokiem, który przyniósł światu nową niespodziewaną rzeczywistość związaną z pojawieniem się pandemii koronawirusa.

Wszystko zaczęło się mniej więcej w połowie ubiegłego roku podczas parafialnej pielgrzymki z okazji 100-lecia urodzin św. Jana Pawła II, kiedy to podróżowaliśmy do ważnych miejsc związanych ze wzrastaniem do świętości naszego Rodaka. Na drodze tej pojawił się również Kraków i Łagiewniki. To tam po raz pierwszy na Wawelu podczas zwiedzania i słuchania ciekawego przekazu o historii tego miejsca oraz konflikcie biskupa krakowskiego Stanisława z Bolesławem Szczodrym, w wyniku którego późniejszy święty poniósł męczeńską śmierć z rąk króla, zrodził się pomysł (jako że naszej parafii patronuje właśnie ten święty), aby postarać się o jego relikwie. A ponieważ zaraz obok były Łagiewniki i wspaniałe przyjęcie naszej grupy pielgrzymkowej przez siostry ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia uznaliśmy, że warto byłoby mieć również Świętą z tego miejsca. I tak oto po powrocie z naszej wyprawy rozpocząłem równolegle procedurę starania się o relikwie obojga Świętych. Odpowiedź pozytywna przyszła bardzo szybko i już szykowaliśmy się do kolejnej pielgrzymki pod koniec października, aby uroczyście odebrać relikwie bezpośrednio na Wawelu i w Łagiewnikach, kiedy plany pokrzyżowało ogłoszenie kolejnego „lock down’u”. Co prawda św. Faustyna przybyła do nas pomimo przeciwności losu, św. Stanisław nadal na nas czeka – ale wiemy, że już jest „nasz”. Wtedy też nieoczekiwanie przyszła mi taka myśl, że skoro mamy już jednego patrona naszej parafii – tego krajowego (który w pewien sposób został zablokowany), to może warto byłoby postarać się o tego tak często w tym szczególnym czasie przyzywanego, a który też przecież patronuje parafii. Mamy jego obraz w kościele, kiedyś boczny ołtarz był poświęcony św. Rochowi. Sprawa z relikwiami św. Rocha nie była jednak już taka oczywista, bo… gdzieś w dalekim Rzymie, bo… czy zechce przybyć do takiej małej wiejskiej peryferyjnej parafii, i czy w ogóle są jeszcze jakiekolwiek szczątki świętego czczonego przecież w całym świecie, o którego starało się już pewnie wielu. Poszliśmy jednak za ciosem i wstawiennictwo dobrych Aniołów w osobie Bpa Płockiego Piotra i ks. Prałata Waldemara Turka z Watykanu sprawiło, że w przeddzień Sylwestra relikwie św. Rocha przybyły do naszej parafii.

  1. W jaki sposób pomagają obecnie wiernym w czasie pandemii?

Spotkanie ze św. Rochem zbiegło się z okresem kolędowym, która w tym roku przeżywana jest w naszej parafii w trochę inny sposób tzw. hybrydowy. Wierni przybywają  do kościoła parafialnego na mszę św., a następnie zanoszą błogosławieństwo kapłana do swoich domów i tam ze swoimi rodzinami przeżywają dalszy ciąg kolędy w zaproponowanej im formule. Obecność św. Rocha tym samym stała się jakby dopełnieniem tej kolędy, bo oprócz błogosławieństwa relikwiami, podczas wspólnej modlitwie wstawienniczej wierni upraszają dla siebie i swoich bliskich łaskę uchronienia przed epidemią i jej skutkami. Dodatkowo otrzymują w tym roku nietypową pamiątkę kolędową – pocztówkę z wizerunkiem św. Rocha i znajdującą się na jej rewersie modlitwą, po to by mogli wspólnie modlić się w swoich rodzinach do tego Świętego.

  1. Czy św. Roch był wcześniej w jakiś sposób czczony w parafii?

Oczywiście, ponieważ św. Roch patronuje naszej parafii co roku w sierpniu przeżywamy odpust ku jego czci (od tego roku już z obecnością jego relikwii). W roku pandemii natomiast na stałe wystawiony jest przed ołtarzem obraz z wizerunkiem Świętego, którego pomocy wzywamy. Ze względu na ograniczenia ilościowe co do obecności wiernych w kościołach nie możemy organizować masowych nabożeństw, ale każdy indywidualnie, czy w mniejszych grupach może przyjść do kościoła i przyzywać wstawiennictwa tego patrona rolników i mieszkańców wsi.

  1. Czy do starania o relikwie w jakiś sposób przyczyniło się mianowanie kościoła w Sadykrzu w naszej diecezji (parafia Obryte) – sanktuarium św. Rocha?

Trudno mi pokojarzyć ze sobą te dwie okoliczności. Podchodząc do tematu realistycznie poszedłbym tym tokiem myślenia, że skoro nasza diecezja otrzymała już jedne relikwie w okresie takiego zapotrzebowania na św. Rocha, to raczej mało prawdopodobnym byłoby otrzymać kolejne, w dodatku do tej samej diecezji.
A jednak jak widać cuda się zdarzają (choć nie wszyscy w nie wierzą) i patronują nam dobre Anioły, którym wyrażamy serdeczną wdzięczność! Tym bardziej, że na odpust św. Rocha w sierpniu ubiegłego roku Biskup Płocki Piotr Libera użyczył naszej wspólnocie parafialnej relikwii tegoż świętego ze swojej prywatnej kaplicy i tak się ta historia zaczęła…