Strona ks. Macieja Jastrzębskiego

Ostatni z rodu Borynów?

3. lutego 2018 . przez xmj

Wiele osób prosiło mnie o publikację mojego pożegnania +Michała Klonowskiego, odczytanego na Jego pogrzebie przez ks. oficjała kan. Tadeusza Kozłowskiego. Oto tekst: 

Panie Michale!
Przykro mi, że nie mogę osobiście pożegnać Pana na Pana pogrzebie. To brzmi bardzo dziwnie, bo kto by się spodziewał pogrzebu Michała zawsze żyjącego i radosnego….?
Smutno mi się zrobiło, gdy usłyszałem o tej przykrej nowinie. Nie mogę być tu i teraz, bo mam zaplanowane zajęcia duszpasterskie: lekcje religii, wizytę duszpasterską. Ale odprawię Eucharystię za Pana w najbliższą sobotę w moim kościele w Strzygach o g. 16.00.
Był Pan, jest i będzie dla mnie Wielkim Człowiekiem! Tak jak w tym wierszu Adama Asnyka: „Jesteś wielkim człowiekiem: bądź nim gdzie należy,
Lecz do śmiertelnych przychodź w zwyczajnej odzieży;
Bierz za przykład Jowisza, co, choć gromowładny,
W dom śmiertelnych przychodził grzeczny i układny,
Nie chcąc zbyt żywym blaskiem olimpijskiej chwały
Razić biednej ludzkości wzrok niedoskonały.
Więc i ty, kiedy schodzisz w towarzystwo ludzi,
Nie bierz ze sobą gromu, który postrach budzi,
Nie przynoś orlich spojrzeń, tytanicznych postaw —
Lecz wielkość z kaloszami w przedpokoju zostaw!”
Panie Michale! Rozmawiałem ostatnio z Panem w Wigilię Bożego Narodzenia, gdy Pan zadzwonił do mnie i składał życzenia dla mnie i mojej Mamy. Zaprosiłem Pana w odwiedziny do Strzyg. Pan odpowiedział, że jeszcze nie teraz, bo serce otwarte i krwawi… Ale jak się zagoi rana, to Pan wtedy przyjedzie do mnie. Czekam więc na Pana wizytę! Pan został już zaproszony na Ucztę w Niebie, my jeszcze jesteśmy oczekiwani! Czy rana już zagojona?
Zawsze będę wspominał Pana z wielką życzliwością! Będzie Pan dla mnie takim prawdziwym Boryną z Chłopów Reymonta, który był zakochany w Bogu, w ziemi ojczystej, w rodzinie, w Kościele. Wspominam dzisiaj, jak Pan zadzwonił kiedyś na początku sierpnia po żniwach: zameldował Pan, że u Niego już po żniwach. Podziękował za modlitwę o dobrą pogodę i urodzaj. Rzeczywiście pogoda dopisywała wtedy. W lipcu Pan Bóg podlewał, a w sierpniu pozwalał spokojnie zebrać chleb z pól. Cieszył się Pan, że Z-BOŻE dobrze sypało. Przeprosił, że musiał zbierać plony w niedzielę po południu. Ale widziałem Pana na porannej Mszy św. Zawsze powtarzał Pan za psalmistą, że „na nic się zda wstawać o północy, jeśli nie masz Pańskiej pomocy…”.
Dziękuję za każde dobro słowo, za troskę o parafię, plebanię, i moją Mamę. Umówiliśmy się, że jeśli moja Mama będzie myć okna na plebanii i Pan to zobaczy, to prosiłem, aby dzwonić na Policję. I Pan pamiętał o tym i groził mojej Mamie, że po drabinie wchodzi, aby nie połamała się!
Dziękuję za każde życzenia śpiewane i recytowane, za każdy dar życzliwości, za dzielenie się świadectwem życia, wiarą, modlitwą, żywnością. Każdą pracę w gospodarstwie Pan rozpoczynał modlitwą. Był Pan do tańca i do różańca! I Obraz Matki Boskiej Częstochowskiej powitał Pan uroczyście.
Był Pan Gospodarzem, który ułożył specjalną piosenkę na kolędę i ją zaśpiewał, wąsem zakręcił i po męsku życzył zdrowia, Żona jak Pan do Niej i o Niej Mówił: „Mirusia” poczęstowała pysznym obiadem, wnuczek powiedział paciorek…
Potrzebujemy dzisiaj takich jak Pan ludzi: twardzieli, ludzi wiary, Borynów, nie mięczaków!
Panie Michale – dziękuję za Pana świadectwo, pomimo wszystko…Zostaniesz Wielkim Człowiekiem!
Ks. Maciej Jastrzębski, proboszcz parafii św. Stanisława BM w Strzygach i moja Mama Józefa
Obiecujemy modlitwę!

Nie był mięczakiem

16. stycznia 2018 . przez xmj


Takie obrazy spotkałem podczas wizyty duszpasterskiej w jednym z domów w parafii: św. Barbary i św. Stanisława Kostki. Ten mniejszy obrazek rzadziej jest spotykany w naszych domach. Tym bardziej zwróciłem na niego uwagę, gdyż rozpoczęliśmy Rok Świętego Stanisława Kostki, który przecież miał ulubione nabożeństwo akurat do św. Barbary i lubił się modlić. W II Niedzielę Zwykłą czytaliśmy wyjątkowo udany list Episkopatu Polski na Rok Świętego Stanisława Kostki. Warto wracać do jego treści nie tylko w Roku Jubileuszowym. 

Podzielę się kilkoma refleksjami kolędowymi. Spotkałem prawdziwych twardzieli i ludzi wiary, którzy nie są mięczakami:

  • Kobieta, która zwróciła uwagę młodej dziewczynie z pokolenia smartfonów, aby nie wysyłała sms-a na Mszy podczas Komunii, zareagowała, gdy ktoś rzucał śmieci pod parkan na cmentarzu, zamiast do kontenera.
  • Pochylona kobieta, którą boli to, że nie ma z kim jechać do kościoła, chociaż mieszka z synem i wnukami
  • Parafianie, którzy podczas wizyty duszpasterskiej odważą się przygotować i przeczytać fragment Biblii. I właśnie wtedy to Słowo Boże z mocą rodzi się!
  • Rodzice, którzy nie pozwalają swoim dzieciom zamieszkać razem jeszcze przed ślubem – na próbę. Bo „nie żyje się, nie kocha się i nie umiera na próbę” jak nauczał św. Jan Paweł II.
  • Młodzi ludzie, którzy przyjęli sakrament bierzmowania i są w Kościele, przyjmują Komunię, czytają Słowo Boże, praktykują swoją wiarę i karmią ją modlitwą.
  • Katolicy, którzy potrafią zatrzymać się w pędzącym świecie, znajdą czas na adorację, na rekolekcje, zachowują post, świętują Dzień Pański i nie robią zakupów w niedziele.
  • Rodzice, którzy podjęli codzienną modlitwę różańcową za swoje dzieci.
  • Członkowie Akcji Katolickiej i Rodzice, którzy organizują bale charytatywne, loterie, ferie i wakacje dla dzieci 
  • Pielgrzymi, którzy znajdą czas na wędrówkę śladami Jezusa, Maryi i świętych.
  • Parafianie, którzy budują swoją wspólnotę parafialną zaangażowaniem, dobrym słowem, przykładem, troską, ofiarą, dzieleniem się, a nie ciągłym ujadaniem i szukaniem dziury w całym. 
  • „Czujni ogrodnicy wyrywający chwasty słabości i grzechu, aby wyrosły piękne kwiaty i owoce”.
YouTube Preview Image

Życzenia na Boże Narodzenie 2017 i na całe życie

23. grudnia 2017 . przez xmj


Powyższy obrazek znalazłem w internecie. Dobrze oddaje istotę Bożego Narodzenia. Dzisiaj w deszczu odwiedzałem chorych parafian. Jedna kobieta na konie,c po krótkiej rozmowie, mówi mi z radością w oczach i w głosie: „Proszę księdza! Teraz to będę mieć prawdziwe Boże Narodzenie”. Pytam Kobiety: „a dlaczego Pani tak sądzi?”. Odpowiada Staruszka: „Bo przyjęłam Pana Jezusa do serca!”. 

Jakie proste i zarazem genialne stwierdzenie: przyjąć Jezusa do serca! Cały kerygmat mieści się w nim. W tym hałasie i zabieganiu przedświątecznym wiele osób zapomina o tym. 

Andrzej Krauze – komentator i rysownik w najnowszym wydaniu Gościa Niedzielnego pokazuje obrazek św. Rodziny: Maryja pochylona nad kołyską, św. Józef grozi palcem i odwraca głowę w stronę świata i mówi: „Prosimy o ciszę!” Jest tyle hałasu wokół nas, w mediach, na salonach, w sklepach i marketach, w domach… Dobrze, że są Święta! Dobrze, że Bóg się rodzi w ciszy, w kościele, w Dniu Pańskim, w człowieku. 

Życzę Wszystkim zaglądającym tu, aby zawsze przyjmowali Jezusa do swego serca i przez całe życie mieli Boże Narodzenie!

„Jeśli będziesz mnie szukał w Boże Narodzenie, 
nie wypatruj specjalnej gwiazdy, 
nie ma mnie już w Betlejem,
jestem tam, gdzie Ty jesteś.

Nie szukaj mnie w sklepach, ozdobach, dekoracjach.

A jeśli na chwilę oderwiesz się od listy rzeczy do zrobienia
i posłuchasz serca, znajdziesz mnie. 
Przyjdę do Ciebie, jeśli zrobisz dla mnie miejsce.

Jesteś tym jedynym, z którym chcę być. 
Jesteś celem, dla którego przyszedłem.

A znajdziesz mnie w ciszy, będę szeptał Twoje imię. „ ~ Jezus

~ Autor nieznany

Adwentowe uczynki: „Jesteśmy napełnieni Duchem Świętym!”

15. grudnia 2017 . przez xmj


W drugi dzień adwentu wyruszyłem na odrobek spowiedzi w parafii Okalewo. Rano spadł śnieg, zrobiło się biało. Żeby nie wjeżdżać do Rypina (bo trzeba przejechać całe miasto i zmarnować dużo czasu), postanowiłem pojechać na skróty. Obecny rok jest bardzo mokry. Woda stoi na polach i rolnicy nie mogą wszędzie dojechać. Zjechałem z drogi asfaltowej na polną. Przede mną pojawiła się wielka kałuża, więc odruchowo skręcam w lewo, aby ją ominąć. Wjechałem na pole przysypane śniegiem i stoję. Ugrzązłem w błocie: ani do przodu, ani do tyłu! Przykre uczucie…Wyszedłem więc i szukam pomocy. Idę w sutannie do gospodarza, ubrudzony w błocie prawie do kolan. Spotykam człowieka i uprzedzam, że to nie jest kolęda, ale potrzebuję pomocy – a właściwie to mój samochód! Pierwsza próba wypchania samochodu przez dwóch mężczyzn nie powiodła się. Trzeba było odpalić ciągnik, który bez problemu poradził sobie z moim problemem błotnym. Byłem bardzo wdzięczny TYM ludziom za okazany dobry uczynek i bezinteresowną pomoc w trudnej sytuacji.

Następnego dnia rano wyjeżdżam na spowiedź do Sadłowa, otwieram bramę i widzę, że ktoś macha do mnie i coś mówi. Podchodzę i poznaję młodą kobietę z poprzedniej parafii. Stoi przy samochodzie z małym dzieckiem i partnerem. „Paliwa zabrakło nam, proboszczu ratuj!”. Miałem trochę paliwa do kosiarek w kanistrach, więc chętnie podarowałem. Dobro trzeba pomnażać… pomyślałem po wczorajszej akcji! Umówiliśmy się na inny czas, bo obowiązki nie pozwoliły dłużej pogadać.

Taki to jest nasz adwentowy Pan Bóg; uczy dobroci, za którą człowiek tak bardzo tęskni. Tak naprawdę to dzisiejsi chrześcijanie są wrażliwi na drugiego człowieka. Widzę to po takich akcjach: dodatkowych zbiórkach np. dla Kościoła na Wschodzie, dla prześladowanych chrześcijan, przy zakupie świec wigilijnych, przy kręceniu waty cukrowej na rehabilitacje druha Maćka, gdy rodzice i nauczyciele organizują bale charytatywne dla chorych dzieci, zbierają nakrętki dla nich, organizują Akcję Katolicką z różnymi sekcjami, zwołują chór, kościół udekorują na święta, podzielą się z proboszczem wiejskimi jajami i swojskimi wyrobami, podejmują modlitwę różańcową za swoje i nieswoje dzieci. Bo jesteśmy napełnieni Duchem Świętym przecież!

A dobro powraca do człowieka powiększone!

To jest konkretne dobro, o którym się nie mówi, bo ono nie krzyczy i nie wrzeszczy…Warto w tym kontekście przeczytać jeden z ostatnich wierszy Tadeusza Różewicza” Odnaleźć samego siebie.

Bądźcie pozdrowieni NADWRAŻLIWI:YouTube Preview Image

 

Siostra i Mamunia

5. grudnia 2017 . przez xmj


Tydzień przed rozpoczęciem Adwentu w naszej rodzinie parafialnej przeżywaliśmy rekolekcje, których przewodnikiem był ks. prof. Henryk Seweryniak. Prowadzącego wspierali: Duch Święty, rodzona siostra Księdza Profesora Klaryska s. Lucyna wraz z całym klasztorem w Dysie, ks. rektor infułat Tadeusz Rutowski, klerycy WSD w Płocku. Jestem wdzięczny za taką solidarność, wsparcie i świadectwo. Rekolekcje przeorały wiele serc. Można do nich wracać na parafialnym YouTubie. Po rozmowach z uczestnikami rekolekcji oraz po owocach w postaci przyjętych Komunii w I Niedzielę Adwentu (potwierdzam, bo to dobry znak dla proboszcza, gdy go ręce bolą od rozdawania Komunii!), sądzę, że udały się. Dzieci na każdej katechezie podśpiewują piosenki z rekolekcji: „Czekamy z Maryją na spotkanie Pana”. Ci parafianie, którzy wzięli udział w tych ćwiczeniach rekolekcyjnych, przystąpili do spowiedzi i Komunii są długodystansowcami i gratuluję im tego oraz życzę utrzymania kondycji eucharystycznej! 

Dla mnie osobiście to był bardzo dobry czas; sam przeżyłem głęboko te rekolekcje i jestem wdzięczny Ojcu Henrykowi za świadectwo życia Profesora, ale przede wszystkim normalnego Człowieka, za wieczorne rozmowy niedokończone przy kominku…

Trudno jest głosić rekolekcje, gdy dopadło przeziębienie, kaszel i katar. Dlatego z wiarą Ksiądz Profesor poprosił mnie na Mszy z udziałem chorujących, abym udzielił Mu po raz pierwszy w Jego życiu sakramentu namaszczenia chorych. To było wzruszające przeżycie, gdy mój  Profesor klęka i prosi o dar tego sakramentu.

Byłem zbudowany relacjami Księdza Profesora ze swoją Mamą i Siostrą. Mogłem się nauczyć jak dobrze realizować czwarte przykazanie Dekalogu. Zawsze czegoś nam brakuje w relacjach z rodzicami. Byłem świadkiem codziennych rozmów telefonicznych z Mamunią (ks. Profesor tak nazywa swoją Mamę). Wiem po sobie, że nie są łatwe rozmowy z Mamą. Często trzeba cierpliwie wysłuchać, przyjąć słowo matczynego zatroskania i upomnienia. Piękne jest to, że ten kontakt jest żywy i codzienny. I jeszcze te niedzielne obiady dla Mamuni i Nią razem! Wszyscy możemy uczynić rachunek sumienia z naszych relacji z rodzicami i rodzeństwem.

Właśnie czytam książkę „Mamunia” autorstwa rodzeństwa: s. Lucyny i ks.Henryka, która przenosi czytelnika do dzieciństwa spędzonego na wsi. Kocham wieś, bo wiejskie parafie to takie  małe nieba. 

Dziękuję za rekolekcje i modlitwę oraz pozdrawiam serdecznie Siostrę Lucynę z Karmelu i dziękuję za dobre słowa i mądre życzenia!

ps Czy ktoś wie co to jest owijaczka /owijka? Ks. Profesorowi i mi bardzo smakowała w dzieciństwie.

« Poprzednie wpisy