Strona ks. Macieja Jastrzębskiego

Ojczyzna, kiedy myślę…(2)

10. września 2018 . przez xmj

Trzy lata po śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego (jak wiemy postać w polskiej historii wybitna i zarazem kontrowersyjna) mieszkańcy Strzyg postanowili postawić pomnik poświęcony jego pamięci. Okazja była dobra, bo na okoliczność 20 – lecia odzyskania niepodległości przez Polskę. Na ówczesnym pomniku wypisano: „Obrońcy Ojczyzny, Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu społeczeństwo parafii Strzygi.” Pradziadkowie i dziadkowie obecnych mieszkańców parafii, jak widać, byli patriotami i potrafili zjednoczyć swoje myśl i działania. Widać to na tym zdjęciu archiwalnym:

 Może ktoś rozpozna swoich bliskich? Był rok 1938 i nikt pewnie wtedy nie sądził, że za rok przyjadą do Strzyg Niemcy, zamkną kościół, aresztują ks. Stanisława Przybyłowskiego, pochodzącego z Sumina, zamordują go 2 listopada 1939 roku w Michałkach. I także pomnik Marszałka nie spodobał się Niemcom: Gdy 8 września 1939 roku, po południu wpadł do wsi oddział niemieckich żołnierzy, ich dowódca od razu zwrócił uwagę na pomnik marszałka. Zawołał sołtysa aby ten przy pomocy okolicznych chłopów „do rana zrobił z tym porządek” – czytamy w jednym z artykułów Piotra Grążawskiego: Artykuły o pomniku: „Gdzie jest Marszałek?”,  „Jednak stał w Strzygach pomnik Piłsudskiego”.

Podczas wizyty duszpasterskiej u lokalnego przedsiębiorcy i patrioty Pana Daniela Zdziarskiego zauważyłem popiersie Marszałka Piłsudskiego, na ścianach obrazy z nim i wiele patriotycznych emblematów. Po rozmowie i wysłuchaniu historii sprzed wojny, rzuciłem hasło, że może warto na 100 -lecie odzyskania niepodległości przez Polskę, przywrócić pamięć o Józefie Piłsudskim? Pomysł przerodził się w działanie. Najpierw trzeba było: znaleźć odpowiednie miejsce, zrobić projekt, uzyskać zgodę Biskupa Płockiego na budowę pomnika, potem uzgodnić z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków w Toruniu i ze Starostwem Powiatowym w Brodnicy. Zgody i uzgodnienia otrzymaliśmy. Parafia dała działkę (poza terenem kościelnym), koszty budowy pomnika pokrył Pan Daniel Zdziarski. Dobrzy ludzie z parafii i spoza niej pomagali przy pracach budowlanych i przy otoczeniu pomnika. To wszystko  pro publico bono! Oczywiście zapewne znajdą się wiecznie niezadowoleni i niespełnieni – tym polecam przeczytać wpis.

Uroczyste odsłonięcie pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego odbędzie się w niedzielę 23 września. Rozpoczniemy od poloneza w wykonaniu dzieci z naszej p0arafii o g. 11.30. O g. 12.00 Ksiądz Biskup Mirosław Milewski odprawi Mszę św. w intencji Ojczyzny – dziękując Bogu za dar wolności oraz o zbawienie śp. Józefa Piłsudskiego. Odsłonięcie pomnika nastąpi po Mszy św. ZAPRASZAM WSZYSTKICH, KTÓRZY KOCHAJĄ POLSKĘ I POTRAFIĄ BYĆ RAZEM DLA JEJ DOBRA.

Ojczyzna, kiedy myślę, wówczas wyrażam siebie i zakorzeniam… pisał młody Karol Wojtyła. Dla mnie Ojczyzna to miejsce i czas mego życia, to ludzie, których wspominam, a którzy uczyli mnie mówić i myśleć, kochać i modlić się, zadziwiać się i cierpieć. Dzisiaj Ojczyzna moja to zakorzenienie w TYCH, co walczyli o moją niepodległość: wspominam opowieści Babci o Cudzie nad Wisłą, dziękuję Obrońcom granic zachodnich i wschodnich z roku 1939, smucę się ofiarą Polaków z Katynia i spod Monte Cassino, podziwiam szalonych i opuszczonych Warszawskich Powstańców, modlę się za ofiary komunizmu i za oprawców – tych co podpisali pakt z diabłem! I współczuję tym, którzy nie potrafią wyrazić dzisiaj miłości do Ojczyzny…

O czym myślisz, gdy mówisz dzisiaj OJCZYZNA…?

Jedenaste przykazanie

13. sierpnia 2018 . przez xmj


Kiedyś na katechezie w szkole średniej dawałem zadanie młodzieży, aby dopisali do Dekalogu jedenaste przykazanie. Bo wiadomo, że czasy się zmieniają, Dekalog nie może zmienić się, ale może warto coś dopisać na te nowoczesne czasy…

Czytając Ewangelię na 19 Niedzielę Zwykłą rok B, pomyślałem, że warto wprowadzić jedenaste przykazanie: „Nie szemrajcie między sobą!” (J 6,41-51). Jest dzisiaj wiele szemraniny wokół nas. Jak mówił Abp Grzegorz Ryś: „Szemranina, to choroba. Jeden do drugiego mówi o tym co trzeci zrobił czwartemu. Jak chcecie rozwalić jakąkolwiek wspólnotę to zacznijcie szemrać. Począwszy od rodziny, małżeństwa, przez każdą małą wspólnotę w Kościele, parafię, aż po Kościół jako całość.”

Tak jest z tym szemraniem zapewne w każdej rodzinie, parafii, diecezji. Skoro przeciw Jezusowi szemrano, to przeciw proboszczowi, przeciw biskupowi, przeciw papieżowi też będą szemrać! I w tym potwierdza się prawdziwość Ewangelii.

To ja proponuję dołożyć od dziś jedenaste przykazanie do Dekalogu i zamiast szemrać, wziąć na siebie jakieś zadanie, jakąś posługę, podjąć się jakiej pracy w parafii, w Kościele. Przyjdź do proboszcza, do kościelnego i powiedz, że masz czas wolny, dwie ręce i chcesz coś zrobić dla kościoła, parafii, na cmentarzu, podziel się tym, co masz, bo „szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli” (Albert Schweitzer. Możesz przyjść i adorować Jezusa w pustym kościele, może wziąć różaniec do ręki, iść czy jechać na pielgrzymkę. Łatwo jest szemrać, trudniej zrobić coś dobrego!

Było trochę szemraniny w parafii, gdy powstawał pomnik Marszałka Piłsudskiego ( w nawiązaniu do tego sprzed II wojny, który postawili mieszkańcy Strzyg w 20 rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę). Znalazł się Patriota, który ufundował ten pomnik i szemranie zakończyło się. A może znajdzie się teraz ktoś, kto wyremontuje nagrobek legionisty Radomskiego na cmentarzu  w Strzygach. Jest tyle innych zadań i pracy do wykonania! 

Warto być dzisiaj jak ten anioł z pierwszego czytania (1 Krl 19,4-8). Nie szemrał na proroka Eliasza, że mu się nie chce prorokować i żyć! Trącając go, powiedział: „Wstań, jedz, bo przed tobą długa droga! Powstawszy zatem, zjadł i wypił. Następnie mocą tego pożywienia szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aż do Bożej góry Horeb.”

Nie szemraj, ale trącaj, szturchaj,  zaczepiaj, popychaj, ruszaj tych co im nie chce się modlić, iść na Mszę niedzielną, na pielgrzymkę, do spowiedzi. Wołaj do nich: wstawaj i jedz, bo długa droga przed tobą! TEN POKARM znajdziesz w każdej świątyni.

 

Cuda dzieją się wokół nas

31. lipca 2018 . przez xmj

Często spotykamy się z powiedzeniami: „cudów nie ma”, „nie wierzę w cuda”. Czy jednak naprawdę nie spotykamy dzisiaj cudów? W świetle nauczania Kościoła cud jest doświadczalnym zmysłami nadzwyczajnym znakiem miłości Bożej. Pan Bóg zaprasza przez ten znak do pogłębienia wiary, ukazuje, że wciąż trwa Jego pełen miłości dialog z człowiekiem i zapowiada pełnię Królestwa Bożego ( z Płockiego Katechizmu).

Piękna i mądra ta definicja, bo mówi o zaproszeniu do kochania, pogłębiania wiary i do dialogowania. Czytałem niedawno w PK rozmowę  przy rosole ks. prof. Henryka Seweryniaka z panią redaktor Moniką o chorobie, życiu, szpitalu. Spotkałem tam dwa cuda. Jeden, to cud medycyny, który zachwycił ks. Profesora i właściwie przywrócił zdrowie i życie. Drugi cud, to okrzyk wiary i być może nawrócenie młodego lekarza: „I słyszę, jak młody lekarz mówi do asystentki: „Ten Bóg to chyba musi istnieć, jak go z tego wyciągnął”. Cuda dzieją się!

Ostatnio wiele doświadczyliśmy tych znaków miłości Bożej w naszej wspólnocie parafialnej. Przez ostatnie dwa tygodnie w naszej parafii odbywał się cud rozmnożenia chleba i dobra.

Strażacy w Długiem i w Strzygach otworzyli swoje remizy na potrzeby zajęć: Warsztatów Teatralnych i Kostkowych Wakacji. Nie musieli otwierać. To był cud.

Pani Sylwia nie musiała wcale społecznie organizować tych warsztatów i  półkolonii, bo są wakacje i ma zasłużony odpoczynek od dzieci i szkoły. Nie musiała z proboszczem chodzić po prośbie, pisać i rozliczać projekt. Pani Asia swoją wymagającą miłością kochała te dzieci, przygotowywała pyszne posiłki i sprzątała to, co dzieci nabrudziły.  I to był (y) kolejny(e) cud (a). 

Dobrzy ludzie nakarmili, napoili dzieci, które chciały spotykać się w czasie wolnym i czegoś się nauczyć, coś przeżyć, gdzieś pojechać. Podzieliliśmy się jedzeniem, owocami, napojami, słodyczami a i mnóstwo dobra wynieśliśmy. Tak dzieli się dobro jak każda Eucharystia, która jest szkołą miłości i dawania.

Cud kolejny: czy żniwowanie, nie jest takim cudem rozmnożenia chleba? Żniwa już prawie zakończone. W tym roku Pan Bóg pobłogosławił pracy rolników w naszych okolicach, mimo panującej suszy. Zebrali wszystko, nie było gradobicia i nawałnic. Czas więc przygotować dożynki. Będziemy dziękować za zboże, czyli za to, co zebraliśmy „z- Bożego” obdarowania. To jest Boży dar i cud, gdy z jednego, małego ziarenka, powstaje wiele innych. Tym cudem Bóg karmi nasze ciała i dusze na Eucharystii.

Cudem była wieczorna ulewa w sobotę, która przerwała prace żniwiarzy. Pan Bóg widocznie chciał powiedzieć, że jutro jest niedziela – Dzień Pański, kombajny niech zjadą z pól, bo trzeba pójść do kościoła i oddać cześć Bogu – dawcy życia. 

A wcześniej wzrost ziarna – czy nie jest Bożym cudem? Rolnik sieje i zbiera. A co dzieje się pomiędzy sianiem i zbieraniem? Ktoś wie?

Jest jeszcze cud oszczędności. Ewangelia w ostatnią niedzielę opowiadała o cudzie rozmnożenia chleba. Ktoś powiedział, że to nie był cud…, że to te tysiące ludzi otworzyło swoje oszczędności, zapasy, kanapki, konta i podzieliło się… a może i tak było, że Jezus otworzył te kieszenie, portfele i zapasy?

 I zawsze pozostanie cudem uśmiech i radość dzieci, które otrzymały czas, mądrość, przyjaźń, owoce, kanapki, obiady, pielgrzymkę itp. Cuda się dzieją! Naprawdę!

W pierwszy piątek miesiąca sierpnia będzie można być taki sprawcą cudu, gdy przyjdą do nas przed południem pielgrzymi  na odpoczynek.  Usiądą na trawie i będą czekać na cud dzielenia się chlebem…

Dzieci wiedzą lepiej i śpiewają z entuzjazmem nasz hymn Kostkowy

 

 

 

Parafia to jednak biuro podróży – dopokąd idę!

14. lipca 2018 . przez xmj


Ludzie lubią coraz bardziej podróżować. Na wsi jednak to nie jest takie proste. Nie chodzi tylko o potrzebne pieniądze, ale o czas, terminy, zastępstwa, pracę ze zwierzętami i w polu. Ale jeśli uda się pozałatwiać zastępstwa i zorganizować czas pracy, to warto pojechać na dłużej i dalej. To, czego doświadczy się na pielgrzymce, czy wycieczce, tego nigdzie się nie kupi. To takie wewnętrzne doświadczenie – bardzo osobiste! Wędrowanie przypomina o tym, że czas ucieka i wieczność czeka.

Spotkałem się z opinią, że parafia, to nie biuro podróży. Ktoś mądry powiedział: „Jeżeli wasz ksiądz nie organizuje wycieczek i pielgrzymek, to mówicie, że nic nie robi dla was. Jeżeli organizuje pielgrzymki i wycieczki, wtedy mówicie, że parafia to nie biuro podróży”.

Edward Stachura pisał: „Wędrówka jedną życie jest człowieka; Idzie wciąż, Dalej wciąż, Dokąd? Skąd? Jak zjawa senna życie jest człowieka; Zjawia się, dotknąć chcesz, Lecz ucieka! To nic! To nic! To nic! Dopóki sil, Jednak iść! Przecież iść! Będę iść!”. Tym mocnym doświadczeniem ludzkiego losu, niejako jego istotą, jest wędrowanie, podróżowanie, pielgrzymowanie. Jak pisał Norwid:” Przecież i ja — ziemi tyle mam, Ile jej stopa ma pokrywa, Dopokąd idę”. „Dopokąd: –  słowo wielkiej głębi, znaczy: gdzie, dokąd, jak daleko, dopóki, jak długo, do kiedy. Kryje się w nim wytrzymałość, konsekwencja, wierność celowi. Słowo to ma w sobie wiarę, tchnie nadzieją, jest wezwaniem, by iść po marzenia. Dopokąd idę jestem człowiekiem, żyję, spotykam innych, idę naprzód, spełniam obowiązek i powołanie. Dopokąd idę, jestem człowiekiem wolnym. To nic, że wieczorem padam ze zmęczenia, że nie mogę często zasnąć, bo troski i problemy codzienne nie dają. Ale dopokąd idę drogą, która prowadzi do celu wędrówki: świątyni/nieba/ – jestem sobą. I wiem kim jestem – Boga Synem i Córką.

W poprzedniej mojej proboszczowskiej parafii udało się rozpalić ogień wędrowania, który płonie coraz bardziej. Pani Kasia – Szefowa biura podróży – nadziwić się nie może, że z takiej niewielkiej parafii już tyle wyjazdów organizowała. Chcą podróżować!

Ośmielam się postawić tezę, że parafia to jednak jest poważnym biurem podróży! Nie tylko, że organizuje pielgrzymki, wycieczki, spływy kajakowe, rajdy rowerowe, wyjazdy na baseny itp. Ale  dlatego, że organizuje parafianom wędrówkę do świątyni i do nieba. Każda parafia nieustannie zaprasza, przypomina biciem dzwonów, grą organów. Kto chce, ten się załapie… niektórych niestety  po śmierci przyniosą do kościoła na siłę, bez ich woli (bez biletu? na gapę?) 

Zdążyłem wrócić z ostatniej pielgrzymki i zaraz zostałem wezwany do chorego z sakramentami. Przygotowałem go: umocniłem modlitwą, udzieliłem rozgrzeszenia i Komunii świętej, ukierunkowałem tego człowieka na tę najważniejszą podróż do nieba (otrzymał bilet!). Zapraszam do posłuchania zapomnianego już chyba zespołu: Stare Dobre Małżeństwo 

Szkoła życia, czy szaleństwo kajakowe?

9. czerwca 2018 . przez xmj

To już Karol Wojtyła wiedział w połowie XX wieku, że kajak może stać się narzędziem ewangelizacji. Dobre pomysły trzeba naśladować. Dlatego od pewnego czasu proponuję rodzicom i ich dzieciom przygodę z kajakiem. Zabieram dzieci te najbardziej gorliwe w Służbie Bogu – w nagrodę  za cały rok pracy i różnorakiej służby w Kościele. Zdecydowana większość rodziców popłynęła po raz pierwszy w życiu, nie mówiąc o dzieciach. W minionym tygodniu odbyły się dwa spływy rzeką Drwęcą. Wybrałem odcinek stosunkowo łatwy i niedługi bacząc na kondycję zwłaszcza dzieci. Ale nie obyło się bez przygód typu powalone drzewa w poprzek rzeki, wiry, głazy, stłuczki. W sumie spłynęło 48 osób.

W tym roku spływał z nami nasz wyjątkowy patron św. Stanisław Kostka. Zaprosiliśmy go i uczyliśmy się od niego jak być dzisiaj rycerzem, bo przecież on 450 lat temu takim był. A wiadomo, że rycerz musi spełnić trzy zadania w swoim życiu: przeżyć przygodę, stoczyć bitwę i uratować piękno.

Taka wodna wyprawa kajakiem nauczyła nas przeżywać życie jako przygodę z Bogiem. Pomimo wielu przeszkód, wirów, prądów, skał podwodnych, niespodziewanych widoków, stłuczek, wywrotek,dreszczu emocji, niepewności, popłynięcia nie tam gdzie się chce, to warto dopłynąć do celu – do Przystani Zacisze i we wspólnocie ucieszyć się pieczoną kiełbaską (nigdy tak nie smakowała!).

Nawet na takim krótkim spływie kajakowym, który trwał ok. 3 godzin, można stoczyć wielkie bitwy! Zwyciężyć swoje słabości i lęki. Podziwiałem te wystraszone mamy i nawet ojców, których kajak nie chciał słuchać; jak dzielnie walczyli i nie poddawali się przeciwnościom. A i dzieciaki pokonywały swoje strachy, lęki, niepewności. Wielka radość zapanowała, gdy udało się „wylądować” na ziemi. Strach ma zawsze wielkie oczy. Chwała zwycięzcom!

Uratowaliśmy także wiele piękna i dobra. Ten czas spędzony na wodzie i patrzenie na świat z innej perspektywy, cisza, szum płynącej wody, śpiew ptaków i zapach mięty tam rosnącej to istny raj na ziemi. Wielkie odprężenie i zachwyt. Wielu uczestników było zachwyconych tym pięknem, które jest tak blisko i które udało się odkryć.

A na koniec spływu podszedł do nas ratownik, który płynął z nami i pokazał najlepszą polisę ubezpieczeniową – różaniec, który wyjął z kieszeni.

Gdy zaproponowałem dzieciom spływ kajakowy, niektórzy rodzice zareagowali jak ci bliscy Jezusa z Ewangelii na 1o Niedzielę Zwykłą rok B. „(…) wybrali się , żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”. Mk 3, 20. Mówiono w parafii: „Co za szalony pomysł!”, „potopimy się”, „a ja to się boję”, „nie umiem pływać”, „czy proboszcz odszedł od zmysłów?”. Niektóre dzieci rezygnowały, bo nie miały z kim płynąć.

I tak oto zebrała się grupa chętnych i odważnych. Pytają się teraz, kiedy płyniemy następnym razem?

« Poprzednie wpisy