Lato w słoiku zamknięte
17. września 2012 . przez xmjMoi parafianie w tym roku cieszą się bogatymi plonami zbóż, obfitością ziemniaków, wielością owoców w sadach. Pan Bóg pobłogosławił nam. Nawet w ogrodzie plebańskim drzewa uginają się od ciężaru owoców. Dobre kobiety pomogły przygotować przetwory domowe na zimę. W piwniczce plebańskiej zagościły; śliwki, gruszki, jabłka w kompocie o różnych odcieniach smakowych; pomidory, ogórki, gruszki, kurki, dynie, śliwki w marynacie octowej; powidła, musy i dżemy praktycznie ze wszystkich owoców – mieszane i łamane różnymi przyprawami (np. kardamonem); przeciery pomidorowe, buraczki i soki z czarnej porzeczki, malin, czarnego bzu. Jeszcze kłaniają mi się owoce dzikiej róży przy domu i chcą do spiżarni wejść na zimę. Może nalewkę i konfitury warto zrobić? Szukam dobrych przepisów. Podobno owoce róży to bomba witamin!
W licznych gremiach kościelnych dyskutuje się problem nowej ewangelizacji, bo realia nie są za wesołe. Niepokoi: rozpad więzi rodzinnych i małżeńskich, brak pracy, emigracja za chlebem, panuje niespotykany subiektywizm (wystarczy poczytać komentarze na portalach w necie) : każdy ma swoją prawdę i swoją wolność („tylko ja mam rację i to świętą rację!”), problem demograficzny (w mojej parafii 20 – 25 lat temu chrztów bywało ok. 40 rocznie, a dzisiaj ok. 10 rocznie), spada liczba biorących udział we Mszy niedzielnej (a przecież wiara bez uczynków martwa jest!). I tak się zastanawiam nad nową ewangelizacją w parafii pw Wniebowzięcia NMP w Dulsku. Co mogłoby zmienić na lepsze to nasze życie: jaki jest przepis na to, jak zachować, zatrzymać, zakonserwować to co piękne, smaczne, dobre, prawdziwe w naszym życiu? Jak uprawiać to pole, ten sad czy ogród duchowości chrześcijańskiej w małej, wiejskiej parafii, do której nie przyjadą wielcy profesorowie, wykładowcy, politycy, ministrowie. Nie odbędą się koncerty i wykłady, bo jak niektórzy mówią to „zadupie” (u Pana Boga za piecem, czy w ogródku).
Wydaje mi się, że wytrwała, cierpliwa, ciężka praca; życzliwość i dobroć; przebaczenie i uśmiech; rozmowa i drobne gesty dobroci; ta dzisiejsza kaczka, jajka i ziemniaki przyniesione z miłością na plebanię – nie z wielkiego bogactwa, ale z chęci podzielenia się (zawsze biedniejsi byli bardziej ofiarni od tych „bogatych”) – to chyba na tym polega nowa ewangelizacja na „zadupiu”. Miał rację Janusz Korczak, gdy mówił: „Zostaw świat choć trochę lepszym niż go zastałeś…”. Dziękuję TYM wszystkim, którzy od trzech lat pomagają mi zmieniać nasz świat na lepszy i piękniejszy.
PS Wyczytałem niedawno u mojego Profesora z seminarium, że można jeszcze bardziej zmieniać świat na lepszy, gdy jest współpraca i zrozumienie.
Może ma ktoś jakieś przepisy na lepszy świat…?
