Wina nie mają…
26. sierpnia 2012 . przez xmj
Dzisiaj, tj. w Uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej usłyszeliśmy Ewangelię wg św. Jana o cudzie przemiany wody w wino w Kanie Galilejskiej. Piękny to cud, bo taki z życia można powiedzieć wyjęty. Maryja uratowała wesele. To także dla nas nauka, aby Boga zapraszać w naszą codzienność, do naszych radości i trosk. Również w Dulsku zdarzył się dzisiaj cud. Też zabrakło wina! Pan Kościelny mówi mi w sobotę wieczorem: „wina nie mamy”! Zawsze był zapas wina mszalnego. Tym razem przeszukałem miejsca, gdzie zawsze czekało wino mszalne na swoją kolej, aby pójść do kościoła. No i nie ma! Zabrakło. I co teraz? W sklepie wiejskim raczej nie kupię. Nagle przyszła myśl, aby zajrzał do starej skrzyni. Jest! Jedyna butelka białego, gronowego wina. Rocznik 1997, a więc 15 – letnie wino się odnalazło na specjalną uroczystość Pani Jasnogórskiej i na dożynki parafialne. Mały cud w naszej parafii!
Wino w Biblii oznacza radość z Bożej obecności. Na zdjęciu zapożyczonym z Facebook’a widać tę radość dziecka i także jego psa. Dzieciństwo kojarzy mi się właśnie z taką modlitwą przy łóżku. Nie wiem jak wygląda dzisiaj poranna, czy wieczorna modlitwa dzieci w domach. Czy tak jak na zdjęciu? Może tak jest w niektórych domach? Jeśli są takie domy dzisiaj, to proszę napisać w komentarzu…
Nie mają wina… Coraz bardziej widzę to, że rodzicom z trudem przychodzi nauka modlitwy, wspólna modlitwa w domu, pójście do świątyni na Mszę i adorację. Bardziej aktualny obrazek z dzisiejszych dni to dziecko pochylone nad klawiaturą komputera. Martwi mnie to, że niektórzy rodzice nie przekazują daru wiary swoim dzieciom, co przecież obiecali na ślubie i na chrzcie. Jeśli dziecko od młodych lat nie „poczuje” i nie „posmakuje” kościoła oraz modlitwy, to w dorosłym życiu będzie trudno zamieszkać w wierze. Wiara nie będzie jego domem.
„Chrześcijaństwo jest doświadczeniem, spotkaniem z Bogiem, a On daje nam „gratis” życie wieczne. To jest niesamowite, że Chrystus jest tym, który szuka człowieka. Ja Boga nie szukałem, ja zawsze szukałem przyjemności i sukcesu. A On mimo wszystko sam mnie szuka. I to jest wspaniałe. Czego mam się wstydzić. Tego, że ktoś powie, że jestem nawiedzony? Maryja była nawiedzona i źle na tym nie wyszła…” To słowa nawróconego muzyka rockowego Roberta Litzy. Ludzie zagubieni w życiu, poranieni, nieszczęśliwi mówią często o ludziach wierzących:”nawiedzeni”. Tym usprawiedliwiają swoją niewiarę, „bo wina im zabrakło!”. Życzę wszystkim „nawiedzonym”, aby dobrze na tym wyszli… jak Maryja.

Też się tak modliłam, przy łóżku, bo nad łóżkiem wisiał obrazek, u dzieci najczęściej przedstawiający Anioła Stróża, bo i do niego pierwsza modlitwa była. I pamiętam wspólny pacierz i różaniec razem odmawiany w październiku. Wiara jakoś przetrwała. Jak będzie w następnym pokoleniu? Oby nie tak jak w Irlandii, że niby katolicki kraj, a ludzi w kościołach mało, a kościoły na inne instytucje zamienione.
MOI RODZICE ZASZCZEPILI WE MNIE WIARĘ,NAUCZYLI MODLITWY ,MIŁOŚCI DO BOGA, KOŚCIOŁA.W MOJEJ PAMIĘCI MAM OBRAZ MOICH RODZICÓW I RODZEŃSTWA ,WSPÓLNIE KLĘCZĄCYCH I MODLĄCYCH SIĘ NA WIECZORNEJ MODLITWIE I NIE TYLKO.(RODZICE WSPÓLNIE KLĘCZĄC MODLILI SIĘ AŻ DO ŚMIERCI MOJEGO TATY I NAWET TERAZ GDY PRZYJEŻDŻALIŚMY W ODWIEDZINY DO RODZINNEGO DOMU ,JA I MOJA RODZINA PRZYŁĄCZALIŚMY SIĘ DO TYCH MODLITW).GDY BYŁAM DZIECIEM LUBILIŚMY WSPÓLNIE ODMAWIAĆ RÓŻANIEC.CO PRAWDA NIE ZAWSZE BYŁ ON ODMAWIANY W CAŁOŚCI ,MAMA CZĘSTO DZIELIŁA GO NA DZIESIĄTEK,BO MŁODSZE MOJE RODZEŃSTWO ,WIERCIŁO I MARUDZIŁO.MOJA MAMA CZĘSTO RAZEM Z NAMI ŚPIEWAŁA PIĘKNE PIEŚNI.LUBILIŚMY SŁUCHAĆ JEJ PIĘKNEGO GŁOSU.
PAMIĘTAM PIĘKNE MAJOWE MIESIĄCE,GDZIE RAZEM CHODZILIŚMY NA MAJOWE ,CZY TEŻ ŚPIEWAĆ I MODLIĆ SIĘ PRZY FIGURZE .TO OBRAZY Z MOJEGO DZIECIŃSTWA MŁODOŚCI.
TO WSZYSTKO POZOSTAŁO WE MNIE ,CO ZOSTAŁO WYNIESIONE OD RODZICÓW.PRZEKAZUJĘ TO MOIM DZIECIOM.WSPÓLNIE MODLIMY SIĘ ,NASZĄ ULUBIONĄ MODLITWĄ JEST KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO.STARAM SIĘ NA ILE TYLKO POTRAFIĘ ,BY MOJE DZIECI,RODZINA BYŁA BLISKO BOGA.SZCZEGÓLNIE TU ,W KRAJU-MIEJSCU W KTÓRYM MIESZKAM,GDZIE MAMY OGRANICZONY DOSTĘP DO KOŚCIOŁA. ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA WIARĘ MOICH DZIECI TU NA OBCZYŻNIE ,WYMAGA OD NAS RODZICÓW DUŻO WYSIŁKU.MUSZĘ BYĆ TAKŻE KATECHETĄ DLA MOICH DZIECI,TŁUMACZYĆ IM,ODPOWIADAĆ NA ICH PYTANIA,WYJAŚNIAĆ ITD…NIE JEST TO ŁATWE ,ALE MAM NADZIEJE ,ŻE MI SIĘ UDAJE.MOJE DZIECI MODLĄ SIĘ CHĘTNIE , WIEM,ŻE SĄ NA DOBREJ DRODZE .ALE MUSZĘ CZUWAĆ !! CIESZY MNIE ,GDY WIDZĘ RÓŻANIEC ZAWIESZONY NA ŁÓŻKU ,CZY TEŻ POD PODUSZKĄ .JA TŁUMACZYŁAM SWOIM DZIECIOM ,ŻE MODLITWA JEST ROZMOWĄ Z BOGIEM Z KIMŚ KTO NAS BARDZO KOCHA I POWINNY MODLIĆ SIĘ- ROZMAWIAĆ JAK NAJCZĘŚCIEJ.TRZEBA PAMIĘTAĆ ,BY PORÓCZ CODZIENNYCH PODZIĘKOWAŃ,PRÓŚB MODLIĆ SIĘ TAKŻE O WIARĘ,KTÓRA SZCZEGÓLNIE TERAZ BARDZO SIĘ CHWIEJE.
🙂
Uczyłam moich synów modlitwy,modliliśmy się razem.Były różańce w październiku,majowe,byli ministrantami.Są albo dorośli albo prawie.Nie interesuje ich wiara.Co mogę?Codziennie proszę Maryję o wstawiennictwo o łaskę wiary dla nich.Mogę tylko tyle i aż tyle.Nie tracę nadziei.
Tiaaa… wino 15-letnie, bardzo nam było wszystkim „miło” jak ks. tak fajnie o tym powiedział z dopiskiem „musicie mi uwierzyć na słowo”… 😛 osobiście wolałabym posmakować, choć za mszalnymi nie przepadam ;D
Nie wstydzę się Jezusa! Jestem nawiedzona! Nic z tym nie zrobię, bo i nawet nie chcę! Pozdrowionka!
Czytałam już gdzieś ten cytat z Litzy – „Maryja była nawiedzona..” 😀
U mnie w domu kiedyś klękało się do wspólnej modlitwy – razem. Teraz już nie. We mnie wiara przetrwała i wiem, że to w jakimś stopniu zasługa właśnie tego wczesnego świadectwa rodziców.