Abstynencja od…
20. lipca 2012 . przez xmjWakacje to dobry czas na odkurzenie znajomości, poczytanie książek, gazet i popularnego fejsa. W pewnym momencie na fejsie oglądam zdjęcie i czytam komentarze moich uczniów z LO z Krasiniaka. Uczyłem tam religii 5 – 6 lat temu. Stworzyliśmy zespół muzyczny w parafii. O. napisał tak: ” Hahaha! Wygrzebałem (zdjęcie) z wnętrzności mojego laptopa. Byliśmy piękni i młodzi… i chodziliśmy jeszcze do kościoła :D”. Zmroziło mnie! To było tak niedawno, Oni byli piękni i młodzi i do kościoła (jeszcze) chodzili!!! A teraz co? Chciałoby się powiedzieć przewrotnie : „Oni tacy brzydcy i starzy i już do kościoła nie chodzą…”. Kiedy byli młodzi i piękni, to wiedzieli co jest dobre – i do kościoła chodzili? Coś się stało niedobrego przez te ostatnie 5 – 6 lat z duszą młodego człowieka. Pytam ich: „dlaczego nie chodzicie do kościoła?” Odpowiadają tak: „ale co by nie mówić to był fajny epizod w naszym życiu”, „No to ksiądz mnie zabił pytaniem :O ja po prostu gdzieś po drodze swoją wiarę zagubiłam, a to jest naprawdę długa historia :P”, „a ja się wyprowadziłem z Ciechanowa i aktualnie mam bardzo daleko do Kościoła :P”. Dziś też rozmawiałem z A. Nie chodzi do kościoła od 4 lat, bo się zdenerwowała na siostry zakonne… To się nazywa ABSTYNENCJA OD KOŚCIOŁA, BOGA, MODLITWY.
Takich abstynentów mnóstwo jest i w mojej parafii. Mają alergię na kościół (kichają). Omijają szerokim łukiem (nie mają czasu). Niektórych Kościół gryzie (sumienie). Innych pokonuje lenistwo (śpią). Jeszcze inni mają za… daleko do kościoła (nie zdążają). I jest tak, że jeśli kogoś szatan pokona (a diabłu zależy na utracie kontaktu z Bogiem), to taki człowiek czuje się źle w kościele, coś go odpycha wręcz od świątyni. Im dłużej taki stan trwa, tym będzie trudniej w życiu duchowym.
Cieszę się, że w mojej ulubionej Trójce na liście przebojów pierwsze miejsce zajmuję piosenka Luxtorpedy: „Dwa Wilki”
i mądry tekst o dwóch wilkach w walce duchowej każdego człowieka: wygrywa w Tobie ten wilk, którego karmisz…
Odpowiedz, KTÓREGO WILKA KARMISZ…?

No ja palcami pokazywać nie będę, ale są osoby, które do kościoła chodzić się nie boją, mało tego czują taką potrzebę, nawet w dni powszednie i pokonują kilometry do miejsca spotkania z Bogiem, choć Bóg jest wszędzie i jak ma ochrzanić, to i w domu palcem pogrozi 😉
Pozdrawiam, Justysia
PS żadnego zwierzaka, nie można zagłodzić, ale ten Dobry wilk ma u mnie lepiej 😉
Najgorzej jak się karmi dobrego wilka, a mimo to pożre zły. Czyli niechcący wyjdzie źle. Bo wilki walczą o każdy kęs. Nie jest łatwo utrzymać wiarę w dzisiejszym świecie i tyle.
W ramach uzupełnienia… cholernie trudno być dziś katolikiem praktykującym i wiernym pewnym zasadom. Po co zbierać wiaderko pomyj od znajomych przy byle dyskusji na temat takie jak: aborcja, in vitro, niemoralni księża, mieszkanie młodych przed ślubem, i wiele innych. Takim to sposobem mamy już watahę wilków.
Drogi Księże Macieju, niewłaściwie przedstawiono problem. Przez 5 lat wiele się nie zmieniło w duszy takich ludzi. Po prostu, gdy ksiądz uczył w Krasiniaku, pewna presja rodziców, otoczenia oraz księdza, oraz może u niektórych nawet pewna „modność” kościelnych „eventów” powodowały, że „chodziły” one do kościoła( swoją drogą sformułowanie to jest wysoce niefortunne, bo do kościoła można chodzić również po to, aby np. go zwiedzać. W niedziele idziemy na Mszę Świętą, która jest przebłagalną Ofiarą, a nie „do kościoła”. Samo sformułowanie „chodzenie do kościoła” jest wyrazem ogromnej niedojrzałości duchowej wspomnianych powyżej osób”). Tacy ludzie nie tyle stracili wiarę, co nigdy jej nie mieli. Można porównać ich z biedotą miejską, która widząc przez szybę cukierni przewspaniałe wypieki polizała tylko zewnętrzne szkło. Niestety, zaniedbano wychowanie takich osób. Wiele złego uczynili rodzice ukształcowani za PRL, a po 89 roku nasiąknięci bzdurnymi pseudoideami demoliberalizmu, którzy nie potrafili przekazać dzieciom katolickiej formacji duchowej. Kapłani także maja swoje na sumieniu. Może miast zajmować się organizowaniem zespołów teatralnych w Krasiniaku, jak ksiadz Jończyk, czy jak Ksiądz, zespołów muzycznych, należało po prostu popracować u podstaw i przekazać takim zaniedbanym owieczkom światło Prawdziwej Wiary? Takie „eventy” do Kościoła mogą przyciągnąc, a to tylko na chwilę, osoby bez formacji, podążające za chwilowymi modami i tym, co „fajne”… Na dłużej to nikogo nie zatrzyma. Dlatego musimy zająć się pracą u źródeł Od samiusieńskich źródeł…
Musi coś być najpierw by przyciągnąć ludzi do kościoła, zwane przez niektórych tu „eventy”. Może z tych co przyszli ktoś zostanie na dłużej, ktoś znajdzie swą wiarę, będzie nią żył.
Do „znany Księdzu osobnik”: co to jest „Prawdziwa Wiara?” Czyżby ksiądz Maciej jakąś nieprawdziwą głosił?
Co to sa „źródła” i jakie jest to cudowne lekarstwo na zatrzymanie ludzi?
Ech, też widziałam te wpisy na fb.
I mnie to dziwi. I nie oceniałabym tego tak, jak „znany Księdzu osobnik”, że ci ludzie, moi koledzy, nigdy nie mieli wiary. To chyba nie tak.
Po prostu duchowość powinna dojrzewać z człowiekiem.
Jest etap zachwytu, kiedy „eventy” i inne takie mogą przyciągnąć młodego do Kościoła i to jest wtedy potrzebne. Tylko że po tym powinien nastąpić wybór woli: czy chcę być w Kościele tylko wtedy, kiedy jest fajnie, przyjemnie, wesoło, czy też wtedy, kiedy pod względem atrakcyjnych „akcji” nic się nie dzieje. I to jest chyba wybór Chrystusa – nie na jeden „event”, ale na całe życie.
Podstawy do tego buduje się chyba trochę wcześniej niż w szkole na katechezie – w domu.
Co do „abstynencji” – ja bym tego tak nie nazwała. Bo abstynencja kojarzy mi się z wyborem woli – świadomym, celowym. A tu – raczej ucieczka, wygoda, niewymaganie od siebie.
A Luxtorpeda jest świetna. Muzycznie – trochę nie moje klimaty, ale sami muzycy dają rewelacyjne świadectwo, no i dla tekstów chętnie słucham. 🙂
Pozdrawiam!