Wielkiemu Człowiekowi
19. czerwca 2008 . przez xmjOdszedł nagle Wielki Człowiek – Andrzej Wojdyło. Niedawno, bo osiem miesięcy temu, napisał słów kilka i wygłosił na pogrzebie matki swej żony w naszym kościele:
„Ś.p. Jadwiga Kącka z pewnością raduje się w tym momencie tak liczną obecnością Jej bliskich w swej drodze ostatniej. Wszystkim przybyłym w imieniu Rodziny serdecznie dziękuję. TAM spotka się ze zmarłym w 1989 roku mężem Stanisławem. Jeśli miłość nie zna granicy czasu, to owe 18 lat wdowieństwa, dało dodatkowe przekonanie o prawdzie tegoż stwierdzenia. Ten notoryczny szacunek i myślowa troska o ś.p. Męża, stały się niejako dominantą tych 18 lat. TAM spotka również swoich Rodziców i czworo rodzeństwa. Odeszła ostatnia.”
My też idziemy TAM …Ty jesteś już TAM. Przygotuj nam miejsce i ubezpieczaj nas z wysoka!
Z żoną Elżbietą, córką Eweliną i synem Krzysztofem współodczuwamy i zanosimy modlitwę za Was i za Andrzeja, który: „Nie obawiał się śmierci, bo życie spełnił przed śmiercią. Nie przerażał go zgon, bo umiał żyć pięknie i odszedł z tego świata nie trzaskając drzwiami.”
Bóg odbierając, pragnie ubogacić…

„A kiedy zasnę
Kochajcie mnie
Kochajcie mnie mocno
I grajcie mi na drogę
Moją kołysankę
I poproście Pana
By otworzył mi niebo
Jak otwiera usta do modlitwy
Wiarą swoich oczu
Rozpalcie nowe słońca” – „Testament” A. Budzyńska
Tam będzie Mu lepiej, bo Przyjaciel wie, co robi…
Może i boli… Może i boleć będzie długo, ale jestem pewna, że to ma cel, sens oraz wiele Miłości…
Nie powiem nie płaczcie, powiem- zaufajcie…
Jestem z Wami…
Uczniowie p. Eweliny – wspaniałej polonistki z ILO wyrażają Jej i Rodzinie wspłczucie.Jesteśmy razem! TAM jest pięknie i romantycznie.
Jeden mądry człowiek powiedział mi kiedyś: „Jezus w niebie potrzebuje też dobrych ljudzi”…
Szczerze współczuję, ale wiem, że TAM będzie Mu lepiej…
Smierc to tylko kolejny, nieodlaczny etap zycia. Wiem, ze to bardzo boli, gdy traci sie kogos bliskiego, ale starajmy sie byc silni i wierzyc w to ze tam „po drugiej stronie” jest lepiej i ze kiedys spotkamy sie jeszcze z ta osoba. Dusza ludzka jest niesmiertelna, a smierc to tylko opuszczenie przez nia ciala. Dlatego spieszmy sie kochac ludzi (tych cielesnych), bo tak szybko odchodza… Kochajmy rowniez kazdy dzien…Zycie mimo wszystko, mimo bolu, pozegnan, rozstan jest piekne. Moje kondolencje pani profesor.
Życie czasami pisze swój scenariusz,
nieważne, jakie były plany,
wystarczy jedno złe zdarzenie,
i juz pojawia sie smutne spojrzenie.
Dlatego ciesz się tym co masz,
nie odtrącaj pomocnej dłoni,
jutro może tej osoby zabraknąć,
a wtedy Twoje życie się zmieni.
Każda chwila jest na wage złota,
jeżeli raz kogoś stracisz,
to już nie odzyskasz,
dlatego żyj, jakby to był ostatni raz.
Łączę się w bólu z rodziną Państwa Wojdyłów. Pan Andrzej spotyka się z Bogiem w duchu miłości, nadziei i wiary. Bóg powołał Go do drugiego, dalszego życia. Ufajcie i nie lękajcie się!
„Czego płaczesz, kogo szukasz?” – zapytał Jezus Magdalenę, która stanęła przy Jego grobie. „Nie zatrzymuj mnie, bo idę do Ojca, ale idź i opowiadaj, że zmartwychwstałem”.
Nieraz stoimy przy grobach i płaczemy. Chcemy zatrzymać umarłego, a on poszedł do Ojca. Dlatego mamy natychmiast iść w świat i opowiadać, że Bóg powołał go do siebie. (ks. Twardowski)
Śmierć nie jest końcem. Jest początkiem. Jest początkiem lepszego, właściwego życia. Jest zbliżeniem się do Boga. Nie mamy wpływu na czas naszej śmierci. Bóg robi to w momencie najbardziej odpowiednim dla nas.
Jaki był Pan Andrzej?
Serdeczny i ciepły, skromny, surowy dla siebie, honorowy, odpowiedzialny, odważny, z poczuciem humoru, a przede wszystkim kochający rodzinę ponad wszystko i zdolny do największych poświęceń dla niej. Po prostu Wielki Człowiek.
Miejmy Go wszyscy w pamięci i bierzmy z Niego przykład. Coraz mniej jest takich ludzi wśród nas.
„Bo jak śmierć, potężna jest miłość…. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości… Nie zatopią jej rzeki”
Błędem i kłamstwem jest stwierdzenie, że śmierć nie boli. Chodzi mi tutaj głównie o nas, chrześcijan. Śmierć boli, a śmierć nagła tymbardziej. Najkrótsze zdanie w Ewangelii brzmi przecież „Jezus zapłakał”…
Ale jednak świadomość, że TAM naszym bliskim, znajomym, krewnym jest dobrze ( bo przecież gdyby nie było daremne byłoby to co robimy i czynimy) buduje i wspiera. I pozwala przeżyć trudne dni, chwile. O przejściu decyduje Bóg, który jest Miłością. Czy zatem nie jest to decyzja pełna Miłości…?
Pamiętam jak nam pani katechetka w gimnazjum opowiadała pewną historię. Zmarł brat jednej z nauczycielek naszej szkoły. Po pogrzebie, gdy będąca żałobie pani wróciła do pracy ustawił się ogonek z kondolencjami. Wśród nich w/w katechetka. Na jej widok siostra zmarłego powiedziała „To i Ty mi składasz kondolencje??!! Przecież jemu TAM jest dobrze!”. Katechetka zakończyła opowiadać w klasie to wspomnienie, że życzy sobie takiej wiary…
Ja też sobie jej życzę. I Wam wszystkim…
W moim domu też jest smutno, bo pan Wojdyło był dobrym znajomym mojego taty. A w piątek pożegnałam na zawsze mojego kolegę, którego zabiła bezmyślność i brawura kolejnego pirata drogowego… miał tylko 16 lat.
Za dużo śmierci jak na jeden raz…
NIKT NIE ZROZUMIE TEGO BÓLU DOPÓKI SAM GO NIE PRZEŻYJE A I TAK KAŻDY PRZEŻYWA GO NA SWÓJ SPOSÓB.JA RÓWNIEŻ UTRACIŁAM BLISKIE MI OSOBY.WŚRÓD NICH BYŁ MÓJ TATA.ODSZEDŁ PO DŁUGIEJ I CIĘZKIEJ CHOROBIE …NIE UMIAŁAM PŁAKAĆ OD RAZU .DOPIERO, GDY ZABIERANO GO Z DOMU COŚ PEKŁO I ZACZĄŁ SIĘ WIELKI ŻAL…EWELINKO WIEM, ŻE PŁACZE TWOJE SERCE ….BÓL TEN JEDNAK MIJA A W SERCU POZOSTAJĄ TYLKO WSPANIAŁE WSPOMNIENIA I CIEPŁO TEJ DRUGIEJ OSOBY.CAŁEJ RODZINIE SKŁADAM KONDOLENCJE I PAMIĘTAM W MODLITWIE. MIAŁAM OKAZJĘ NIEDAWNO POZNAĆ TWOJEGO TATĘ I WIEM ,ŻE TO BYŁ DOBRY CZŁOWIEK.POZOSTAJE WIĘC TYLKO CIESZYC SIĘ ,ŻE JEST JUZ TAM GDZIE KAŻDY Z NAS PRAGNIE BYĆ CHOĆ BOI SIĘ PRZEJŚCIA.BĄDŻCIE MOCNI W BOGU.
„Rozlączenie” (fragment)
Rozlączeni – lecz jedno o drugim pamięta;
Pomiędzy nami lata bialy goląb smutku
I nosi ciągle wieści. Wiem, kiedy w ogródku,
Wiem, kiedy placzesz w cichej komnacie zamknięta;
Wiem, o jakiej godzinie wraca bólu fala,
Wiem, jaka ci rozmowa ludzi lzę wyciska.
Tyś mi widna jak gwiazda, co się tam zapala
I lzę różową leje, i skrą siną blyska.
A choć mi teraz ciebie oczyma nie dostać,
Znając twój dom – i drzewa ogrodu, i kwiaty.
Wiem, gdzie malować myślą twe oczy i postać,
Między jakimi drzewy szukać bialej szaty…
Tęsknię…
Kiedy nie ma Ciebie zbyt dlugo,
zakladam na siebie Twoją starą kurtkę
i siedzę „Tobą otulona”…
Śmierć nie rozdziela ludzi, lecz brak milości…
Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje
nasz przybytek doczesnego zamieszkania,
będziemy mieli mieszkanie od Boga,
dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwaly w niebie…
To tylko przeprowadzka…
E.
Wiele moglibyśmy Ci napisać,
Mamy jednak nadzieję, że zobaczymy Cię wkrótce
i wtedy osobiście porozmawiamy.
Pokój niech będzie z Tobą!
BARDZO…. BARDZO… BARDZO…
E.E.K.
Znałam Pana Andrzeja Wojdyłło. Można powiedzieć, że był moim Szefem. Fantastyczny człowiek. Nie słyszałam nigdy, by ktoś wypowiadał się o Jego Osobie w inny sposób niż pozytywny.
Wiadomość o Jego odejściu mnie również bardzo poruszyła.
Wiem też, jak boli nagłe odejście tych, których kochamy. I jak nie przynoszą ulgi słowa pocieszenia innych osób, wręcz drażnią. Jest to ból, z którym trzeba zmierzyć się samemu. Kiedy człowiek nie chce się nim dzielić. Kurczy się w sobie.
Dlatego proszę przyjąć tylko wyrazy współczucia. Potrzebny jest czas – trudno powiedzieć, jak długi. Ale przychodzi moment, kiedy znów widzi się słońce, otaczający świat, spojrzenie jaśniejsze, przychodzi ulga. Pozostaje miłość, tęsknota, pamięć, szacunek, ale bez trawiącego bólu.
Bardzo pomaga świadomość – wiara w życie po drugiej stronie.
„Nie umarł, lecz wymknął się naszym oczom”.
(Ks. J. Twardowski)
oddałbym wszystko, do ostatniego…żeby tylko nie Cierpiała!!!
NA ZAWSZE