Jest zakątek…
11. kwietnia 2008 . przez xmj
…na tej ziemi, gdzie powracać każdy chce… Pielgrzymujemy z Maturzystami na Jasną Górę. Do Matki, która wszystko rozumie. Dla Maturzystów to czas piękny i wyjątkowy. I ten czas chcą oddać Jezusowi przez Maryję. To dobrze, że chcą tam jechać, że są Wychowawcy i Nauczyciele, którzy z Nimi pielgrzymują. (Opiekunów jest 23 osoby, uczestników 245 osób). Tam bije serce narodu, tam jest konfesjonał ojczyzny. Tam jest Matka.
Pamiętam swoją pielgrzymkę na Jasną Górę przed maturą. Było to 22 lata temu. Pojechaliśmy na czuwanie nocne. Do dziś zostało mi w sercu to wspomnienie bliskości z Matką i Synem. Dziękuję Bogu za ten czas łaski i wiem, że zawsze będę tam wracać – jak do Matki – Czarnej Madonny. Potem były i piesze i autokarowe pielgrzymki. Każda inaczej przeżyta. Uczyły drogi, celu, sensu, braterstwa, wiary, miłości, współodczuwania…Dawały nadzieję!
ps
jakie masz wspomnienia z pielgrzymowania? Po co pielgrzymujesz? Dopokąd idziesz…?

” Matko o twarzy jak polska ziemia czarnej,
Matko o twarzy jak polska ziemia znaczonej bliznami…
Do serca swego jak Syna nas przygarnij,
Królowo nasza, tarczo obronna, módl się za nami”
To fragment jednej z moich ulubionych pieśni pielgrzymkowych…:D
Wspomnienia z pielgrzymek…hmmm..z każdej mam inne…:) Ale chyba najwspanialsza była ta pierwsza…Bo pierwszy raz stanęłam przed Cudownym Obrazem po 12dniach ”spacerku”…:D
To cudowne uczucie. W tym momencie nie pamięta się że coś bolało na szlaku, że była złapogoda… Paradoksalnie wtedy, przed Maryją jest się tylko partę minut…zaraz wchodzi następna grupa…Ale dla tych kilku minut naprawdę warto…
Ponadto sam szlak ma w sobie to ”coś”… Myslę, że każy kto choc raz wziął udział w piezej pilgrzymce przyzna mi rację. Ludze sa dla siebie mili, życzliwi, pomocni…Tylkko żeby jeszcze to wszystko udało się przenieśc na szlak codzienności…
Bo generalnie to najtrdniejszą pielgrzymka jest życie. Ja wiem, że to brzmi banalnie…oklepane i w ogóle…Ale to prawda.
I tak jak w pieszej wędrówce do Częstochowy, tu także najwazniejszy jest cel…Tylko świadomosc celu pozwala isc imo przcwnosci…
Znam np. osoby, ktore doszły na Jasną Górę mimo niewyobrażalnych problemów z nogami…ale wiedziały gdzie ida…i świadectwo ich drogi bardzo mocno uczy.
W życiu terż trzeba widziec jasny cel. On popycha do działania… I to nie cel na najblizszy rok, miesiąc…ale dalej…:D
Tak więc pielgrzymki dotychczasowe (tylko piesze;moze to śmieszne, ale na pielgrzymce dla maturzystów będę po raz pierwszy na Jasnej Górze nie ”z buta”:)) nauczyły mnie właśnie świadomości celu…i tego żeby iśc pod ręke z Maryją, od niej uczyc się wedrówki życia… Tak jest lżej:D
To tyle:)
Po co pielgrzymuję? Dokąd idę?
To nie są łatwe pytania,trudno-jest wskazać na nie jednoznaczną odpowiedź.
Generalnie całe nasze życie jest drogą,pielgrzymką.
Jesteśmy tylko pątnikami nie zależnie od tego dokąd byśmy zmierzali zawsze będziemy „mieli na nogach odciski-nie raz będzie nad nami świeciło słońce a czasem pojawią sie na naszym szlaku ciemne burzowe chmury
Nie szczęściem jest kiedy człowiek nie wie dokąd idzie,kiedy traci sens swojej wędrówki.
Jasna Góra jest miejscem,które w trakcie ostatniego roku zostało nawiedzone przeze mnie aż 4 razy -zaczęło się od pielgrzymki dla maturzystów,potem w drodze do … (pamiętny konfesjonał pierwszy po prawej stronie w kaplicy pojednania)potem piesza wędrówka a na koniec wydawać by się mogło pomyślne zakończenie wszystkiego -eskapada pociągiem.Właściwie nie ma miejsca na Wzgórzu Jasnogórskim,które nie było by naznaczone moimi łzami.W trakcie swojego życia spotkałam się z Czarną Madonną w obliczu swojej nędzy 6 razy w tym 3 krotnie doczłapałam się tam pieszo.Najbardziej pamiętam moją pierwszą pielgrzymkę na Jasna Górę,wtedy byłam małą jeszcze dziewczynką ,która nie wiedziała zbytnio czym jest cierpienie wtedy to tuż przed wałami Jasnogórskimi padłam na kolana puściłam w górę pomarańczowego balonika
i zapłakałam dziecinnie…
Nie były to łzy,które wiązałyby się z cierpieniem były to łzy radości ze spotkania z Tą która poprzez swoje „fiat”stała się matką ,tego który został ubiczowany,cierniem ukoronowany i ukrzyżowany. W sumie ostania piesza pielgrzymka też zapadła mi w pamięci -miała nie co inny charakter od pozostałych wtedy to szłam mając w swoim sercu nie tylko Pana Boga.
Może spuentuję swoja wypowiedź tymi oto słowami:
„Poszukiwanie”
Próbuję żyć tak jakby
Jakby Cię nie było,
Uciekam,odrzucam
Biegnę nie wiem dokąd,
Szukam, sama nie wiem czego.
Jak długo będę tak żyć,
Jak długo będę uciekać,
Kiedy znajdę to czego szukam?
Kiedy okryje Cię na nowo,
No właśnie kiedy…?
Dlaczego akurat tymi? Odpowiedź jest prosta-pielgrzymowanie w moim mniemaniu wiąże się z poszukiwaniem,nigdy nie idziemy wzdłuż linii prostej,nie mamy mapy-nawet jeśli mamy postawiony cel- droga do jego osiągnięcia bywa czasem nieźle zakręcona.
Dla mnie Jasna Góra to miejsce szczegolne. Bywam tam kilka razy w roku, zeby zaczerpnąc Matczynej miłości, nabrac dystansu do problemów, doładowac się, przegadac z Mateczką istotne sprawy, decyzje itd.Nie potrzebne są wróżki, amulety, terapeuci. Dla mnie różaniec to ,jak ostatnio niezwykle modna,( niewiedziec czemu), niestety także wsród chrzescijan- joga. Zastanawiający dla mnie jest fakt, iż wielu katolików pielgrzymuje, jezdzi do Czestochowy, a zamiast różanca nosi na palcach np. pierscień atlantów. Może warto zmienic te mode? Proponuję- zacznijmy agitowac w naszych środowiskach!
(?) O Ty, której obraz widać w każdej polskiej chacie
i w kościele, i w sklepiku, i w pysznej komnacie,
w ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci
i przed którą dniem i nocą wciąż się światło świeci.
Która perły masz od królów, złoto od rycerzy,
W którą wierzy nawet taki, który w nic nie wierzy,
Która widzisz z nas każdego cudnymi oczami,
MATKO BOSKA CZĘSTOCHOWSKA,
ZMIŁUJ SIĘ NAD NAMI! (Jan Lechoń)
Czarna Madonna?, Jej czułe matczyne oblicze już od ponad 6 – ciu wieków przyciąga niezliczone rzesze pielgrzymów z całego naszego kraju, ale również i z całego świata. Przychodzą tu, by w cichości i spokoju Jej spojrzenia szukać ukojenia, powierzać Jej swoje troski i zmartwienia, prosić pomocy, by zawierzać Jej wszystkie swoje małe i duże sprawy. Bo wiedzą, że Ona jako najtroskliwsza Matka wysłucha i przytuli te wszystkie sprawy do swego serca, i złoży u stóp Swego Syna.
Nie potrafię przypomnieć sobie mojej autokarowej przedmaturalnej pielgrzymki na Jasną Górę (chociaż dzisiaj udało mi się odnaleźć w śpiewniku folder z piosenkami religijnymi z tej pielgrzymki-więc musiała taka być), może jednak z tego względu, że w tej intencji wędrowałam z sierpniową pieszą pielgrzymką, a najlepiej pamięta się to, w co włożyło się jakiś trud. Jednak najbardziej w pamięci utkwiła mi ta pierwsza w 1992 r., szczególne i niezapomniane wrażenie, bo nie dość, że na własnych nogach i w wielkim upale, to i po raz pierwszy znalazłam się w tej stolicy maryjnego kultu w naszym kraju; w miejscu, do którego już przede mną wędrowali moi przodkowie, w miejscu, w którym miało miejsce tak wiele ważnych wydarzeń w historii naszego kraju. Przypominam sobie ten niezwykły dreszcz, jaki mnie przeszedł, kiedy ujrzałam wierzchołek klasztornej wieżyczki, i ten pierwszy pocałunek jasnogórskiej ziemi z wdzięczności, że doszłam i, że tu jestem ? u Matki.
Dzisiaj nie wędruję już pieszo, ale każdego roku staram się odprowadzić wychodzących z mojego miasta pielgrzymów i przemierzyć z nimi choć niewielki odcinek drogi; a i mam takiego sympatycznego stałego wędrownika, którego modlitwom, na ten szczególny czas sierpniowego pielgrzymowania, polecam siebie i drogie mi osoby.
I tak w czasie swojej I ? szej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 r. mówił o tym miejscu Jan Paweł II:
?Jasna Góra jest przecież nie tylko miejscem pielgrzymek Polaków z Polski i całego świata. Jasna Góra jest sanktuarium Narodu. Trzeba przykładać ucho do tego świętego miejsca, aby czuć, jak bije serce narodu w Sercu Matki. Bije zaś ono wszystkimi tonami dziejów, wszystkimi odgłosami życia. (?) trzeba przyłożyć ucho do tego miejsca. Trzeba usłyszeć echo życia całego narodu w Sercu Matki i Królowej!?.
Idę przez życie i mam nadzieję, że dojdę tam, gdzie obiecałeś nam wszystkim spotkać się z Tobą Panie…
Człowiek w swej krótkiej wędrówce często błądzi, ale i często – pielgrzymuje. Miedzy jednym i drugim leży most – Światło.
Homo viator ugania się za cieniami, złudami,… lub świadomie i dumnie kroczy po sprawdzonym przecież i wytyczonym szlaku. Ślady stóp Chrystusa są wszędzie…
Człowiek, który doświadczył miłości Boga nie może wracać do domu tą samą drogą.Taki wg mnie jest cel każdej pielgrzymki – DOM – dla każdego inna przystań, wyciszenie, spotkanie z lustrzanym odbiciem własnej duszy!
Moja pielgrzymka przed maturą – rozdroża duchowości…, błogosławieństwo w ważnych decyzjach życiowych i ogromne pokłady łaski!
Tego życzę wszystkim maturzystom!
„Wędrówką jedną życie jest człowieka…”, pisał Edward Stachura. Życie jest pielgrzymowaniem. Stanowi chyba najtrudniejszą „pielgrzymkę”. Ważne, by dążyć do wytyczonych sobie celów. Czasem na drodze do celu spotykamy trudy, przeszkody. Sztuką jest, aby je pokonywać. Konieczne jest zatem przejście piaszczystą stroną własnego życia, na której być może nic nie udało się zbudować, gdyż zabrakło podłoża ze skały?? Warto stawiać pytania. Szukać odpowiedzi. Każdy dzień jest wyprawą w krainę nadziei, poszukiwaniem „ukrytych skarbów”… Trzeba „pielgrzymować”, by odnaleźć perłę swego życia, pod falami przypływów dostrzec skarb jedyny…
„Daleka droga twa. Za dalą jest inna dal.
Choć nie ma kresu, dobrze wiesz, że droga ta prowadzi gdzieś…” (Jonasz Kofta)
p.s. Pozdrawiam „poszukujących”….
?Z każdym dniem coraz bardziej odczuwam siłę, wielką, niebezpieczną, wspaniałą, która pcha tłumy idących. To siła sprawiająca, że mają jasne oczy i niestrudzone nogi, to Dobra Nowina.? Eric Emmanuel Schmitt „Moje Ewangelie”
Pielgrzymowanie to coś pięknego. Nie byłam jeszcze na pieszo w Częstochowie, a wycieczki autokarowe to nie to samo. Nie wiem, czy nawet chcę iść na Jasną Górę. Będąc w ferie na odsłonięciu obrazu Matki Bożej poczułam dziwną odrazę i niechęć do tego miejsca. Siedziałam przy samiutkim ołtarzu, przy Maryi. Wszystko widziałam tak dokładnie, jak tylko dokładnie można było widzieć. To chyba nie było dobre. Nie byłam w tym miejscu po raz pierwszy, jednak po raz pierwszy czułam się tam obca i zatrwożona. W ciarki wprawiła mnie sama melodia przy odsłanianiu obrazu. Potem powolne podnoszenie się wielkiej, ciężkiej, zdobionej powiedzmy „kurtyny” i mieniący się ogromny obraz. Zaczęłam się zastanawiać, czym jest to miejsce dla ludzi. Ważniejsza jest obecność Matki Bożej, czy obrazu? Wydawało mi się, że to dwie różne kwestie, jakby oddzielone… Były to wielkie uogólnienia, ale mające w sobie dużo prawdy. To świątynia, czy muzeum dla ciekawskich gapiów? Ludzie przychodzą o coś poprosić i czekać na spełnienie, czy dają Bogu tylko do zrozumienia „przyjechałem tu, więc mi spełnij…”, ale używają ładnych słów? Po, co ten przepych? Nie lepiej zainwestować w pomoc innym ludziom? I czemu kościół musi zarabiać w tak okropny sposób (To już szczyt, że nie chcieli kogoś tam wpuścić do wc tylko dlatego, że nie ma drobnych, czy nie powinno być „co łaska” lub choć czasem robić wyjątki)?
Wiem, dobrze wiem, że to tylko mój mały bunt, który kiedyś może przeminie… Mimo to, co napisałam być może w tym roku „pospaceruję”, nawet jeśli nadal będę miała uprzedzenia. I nie będzie to wyprawa tylko dlatego, że modnie jest prosić o zdanie matury…
Tak trochę krytycznie, ale z optymistycznym zakończeniem… Tak to ze mną jest, że zawsze muszę mieć swoje zdanie…
Po co pielgrzymuję? Żeby odpowiedzieć sobie na najwazniejsze dla mnie pytania, zeby uspokoic mysli które kołaczą w głowie, żeby odnaleźć Samą Siebie… Intencji było dużo, tak trochę egoistycznie pewnie chciałam załatwić wszystko za „jednym razem”… Jednocześnie jechałam z tak wielka nadzieją, że Maryja pozwoli mi dobrze poustawiać drogowskazy na tej mojej osobistej drodze życia . . . I kolejny raz się nie zawiodłam. Złapałam oddech. Nabrałam dystansu. Uporządkowałam myśli. W tym przedmaturalnym tłoku zapomniałam trochę o Bogu… A po sobocie znowu wszytko wróciło do pionu, znowu wwiem ze dążę do czegoś wiecej… Do Kogoś więcej..
Pewnie to banalne co powiem ale nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu ze z Jasnej Góry płynie siła… Niewidzialna, a jakże pokrzepiająca…Matczyna siła . . .
Cóż, po tej pielgrzymce potwierdziły się tylko moje obawy. Przeczuwałam, że wcale nie bedzie to jakieś duchowe przeżycie, chwila refleksji, modlitwy. Jeśli już to pokuta 🙂 (okropna pogoda, stanie w przeciągu na mszy bo dalej nie dało sie wepchnąć) Cały ten zgiełk, ogromne TŁUMY młodzieży, hałas, ścisk, powodowały że nie mogłam się skupić. Bogactwo Jasnej Góry, złoto, drogie kamienie… czułam sie jak w muzeum a nie kościele. Jasna Góra jest dla mnie tylko symbolem narodowym, religijności i bohaterstwa Polaków. Osobiście jako miejsce pielgrzymki wole wiejską drogę. Banalne, sielankowe, wiem! Ale już nie raz doświadczyłam ze podczas samotnego spaceru polną drózką mozna o wiele lepiej wsłuchać się w siebie, odpocząć, porozmawiać z Bogiem. Dlatego przed samą maturą odwiedze dziadków ;]
Tłumy były bardzo imponujące… cała masa ludzi połączonych wspólną niedolą- zbliżającą się maturą 😉
Byłam w Częstochowie pierwszy raz, jednak warunki pogodowe nie sprzyjały niestety poznawaniu miasta.
Widać że Jasna Góra ma swoją historię. Ile pielgrzymów już się już przewinęło przez to miejsce… Wielu z nich pozostawiło swoje świadectwo: niezwykłą wymowę mają całe ściany świątyni zawieszone krzyżami, różańcami czy kulami inwalidzkimi. Szczególnie te ostatnie mają w sobie coś wzruszającego.
Cóż, pielgrzymka dobiegła końca, a teraz pozostaje już tylko gorączkowe przygotowywanie się do matury…
po co pielgrzymujemy?? zeby odnalezc siebie.. choz teoretycznie do czestochowy wszyscy pojechalismy z jednym celem-modlitwa w intencji pomyslnie zdanej matury, to w gruncie rzeczy mysle, ze wielu z nas zanioslo przed oblicze Matki rowniez inne prosby-swoje wlasne indywidualne,osobiste.uwazam. ze wlasnie to bylo w tym dniu najpiekniejsze jak tyle setek osob jednoczylo sie we wspolnej modlitwie i zawierzalo swoje najcenniejsze intencje tej samej Matce – Krolowej ludzkich serc
Dla mnie obecność na Jasnej Górze jest zawsze przeżyciem niezwykłym. Bliskość Matki Boskiej, jej opiekę i miłość odczuwa się tu ze zdwojoną siłą. Nie przeszkadza mi tu ani tłok, ani brzydka pogoda, ani nawet przeciąg w Kościele. Niezliczone ilości pielgrzmów świadczą bowiem moim zdaniem o potędze Boga. Siłę ludzkiej wiary widać również w wotach. Muszę przyznać, że ściany wypełnione po brzegi różańcami, krzyżami, sznurami bursztynów, kulami inwalidzkimi za każdym razem robią na mnie ogromne wrażenie- każde z nich świadczy przecież o Boskim cudzie… Sanktuarium na Jasnej Górze to miejsce, gdzie warto wracać i gdzie chce się wracać- nie tylko w intencji zdanej matury… 🙂
Pielrzymka z założenia ma być przeżyciem duchowym, jednak czy tak faktycznie jest… Z jednej strony każdy człowiek potrzebuje chwili skupienia, wyciszenia aby 'porządnie’ się pomodlić, oczywiście od tego ma np. dom, kościół w chwili wolnej od mszy. Pielgrzymowanie grupowe w takie miejsca jak Częstochowa z góry zakłada konieczność współodczuwania, współodbierania, współuczestnictwa… wszystko dzieje się przez kogoś, wobec kogoś i z czyimś udziałem. Jeśli nie potrafimy odnależć się w tej, mocno wymieszanej (bo duża częśc osób traktuje jednak Pielgrzymkę na Jasną Górę jak wycieczkę) grupie, zignorować niektórych postaw i nagabywań (” nie lepiej iść gdzieś do pizzerii na piwo?”) to pielgrzymka ma sens tylko jako atrakcja turystyczna. Czyli w gruncie rzeczy nie ma sensu żadnego, ew traci swój status. Wszystko zależy od indywidualnego podejścia.