Dopokąd idą
7. sierpnia 2014 . przez xmjMoje piesze pielgrzymowanie na Jasną Górę rozpocząłem wraz z III Płocką Pielgrzymką w roku 1984, czyli 3o lat temu. Czasy były mroczne i szare; po stanie wojennym, po zamachu na Jana Pawła II., po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki. Pielgrzymka wówczas była takim promieniem nadziei, który rozświetlał te ciemności. Była zrywem ku wolności. W latach osiemdziesiątych XX wieku chodziło na pielgrzymki z Płocka ok. 8 tysięcy pątników. Pamiętam to wzruszenie, gdy wchodziliśmy na Jasną Górę, otoczoną sznurem milicjantów, do których dziewczyny podchodziły z uśmiechem i wręczały kwiaty. Cieszyliśmy się śpiewem pieśni patriotycznych, gestem dwóch podniesionych palców V – Victorii. Bieda była i materialna. Sukcesem było „zdobycie” konserw mięsnych i bardzo popularnego wtedy paprykarzu szczecińskiego. Mama przygotowała smalec ze skwarkami w słoiku. Najmilsze były wieczory. Po rozbiciu namiotów (to była męska powinność), umyciu się, zasiadaliśmy do kolacji, którą przygotowywały dziewczyny. Tylko na pielgrzymce tak wyjątkowo smakowały kanapki. Potem Apel Jasnogórski pod niebem pełnym gwiazd był radosnym zamknięciem męczącego dnia.
Dzisiaj, po 30 latach, jest już inaczej. Ludzie jakby bardziej zapracowani, zabiegani, może wygodniejsi. Na pielgrzymki chodzi już mniej osób. Nawet na te jednodniowe np.do Obór. Czy nie mają intencji, z którymi się idzie?
Wczoraj zadzwoniła do mnie Parafianka by podzielić się radością z pielgrzymkowego szlaku Wawel – Jasna Góra. Prosiła o modlitwę. Ja też proszę czytających to słowa o modlitwę w intencji pątników. Wędruje z koleżanką w grupie z ks. biskupem Grzegorzem Rysiem. Grupa liczy 400 osób. Wszystkich grup z Krakowa idzie 18. W sumie 10 tysięcy osób idzie szlakiem Orlich Gniazd. Jest też ponad 1200 osobowa grupa Ruchu Comunione e Liberazione z Włoch. Młodzież po maturze i ukończenie studiów przeżywając „rekolekcje w drodze” modlić się będzie o właściwe decyzje i wybór dalszej drogi życiowej. Poszło też ok 40 Czechów! Praktycznie idzie cała Polska, a każdej diecezji wyruszają pielgrzymi w sierpniu do Czarnej Madonny. Z Płocka wyszło ok 1000 osób. Pielgrzymów z diecezji elbląskiej na śniadaniu w Dulsku 02 sierpnia było 500. Z parafii poszło 9 osób. Dzieje się dobro, wręcz rozlewa się tam gdzie przechodzi pielgrzymka. Oczywiście w głównych mediach nie usłyszymy i nie zobaczymy tego dobra. Jedynie na portalach internetowych jak co roku o tej porze piszą o złych zachowaniach pątników – w większości wyssanych z palca…
Dobrze oddaje sens pielgrzymowania poeta C.K. Norwid. Dobro się dzieje, dopokąd idę: Dopokąd – słowo wielkiej głębi, znaczy: gdzie, dokąd, jak daleko, dopóki, jak długo, do kiedy. Kryje się w nim wytrzymałość, konsekwencja, wierność celowi. Słowo to ma w sobie wiarę, tchnie nadzieją, jest wezwaniem, by iść po marzenia. Dopokąd idę jestem człowiekiem, żyję, spotykam innych, idę naprzód, spełniam obowiązek i powołanie. Dopokąd idę, jestem człowiekiem wolnym. To nic, że wieczorem padam ze zmęczenia, że nie mogę często zasnąć, bo troski i problemy codzienne nie dają. Ale dopokąd idę drogą, która prowadzi do świątyni – jestem sobą. I wiem kim jestem – Boga synem i córką.
Nad stanami jest i stanów-stan,
Jako wieża nad płaskimi domy
Stercząca w chmury…
Wy myślicie, że i ja nie Pan,
Dlatego, że dom mój ruchomy
Z wielbłądziej skóry…
Przecież ja? aż w nieba łonie trwam,
Gdy ono dusze mą porywa,
Jak piramidę!
Przecież i ja? ziemi tyle mam,
Ile jej stopa ma pokrywa,
Dopokąd idę!…



Pierwszy raz na pielgrzymkę do Czarnej Madonny wyruszyłam dawno temu zaraz po zdanej maturze, prosząc o błogoslawieństwo i opiekę w dorosłym życiu oraz dziękując za zdany egzamin dojrzałości. To był czas młodości, siły, spontamiczności. Po 25 latach znowu dojrzała we mnie decyzja aby wędrować. Zupełnie niespodziewanie okazało się, że idzie tego lata moja koleżanka. Zaproponowała mi wspólne wędrowanie. Zgodziłam się, mimo, że wiele osób odradzało mi tę wyprawe. Nasze wędrowanie rozpoczęłyśmy w Krakowie Mszą Świętą celebrowaną przez Ks Kardynała Stanisława Dziwisza na Wawelu. Mój wybór właśnie tej grupy nie był przypadkowy. Kraków pielgrzymował dziękując Bogu za Św. Jana Pawła II, który dla mnie osobiście jest bardzo znaczący. Wysłuchuje moich modlitw i czuwa. Kanonizacja, na której byłam, stała się pierwszym etapem, a piesza pielgrzymka II, mojego dziękowania Bogu za takiego Świętego Polaka.
Samo pielgrzymowanie nie jest łatwe. Trzeba znosić ból fizyczny, który często jest nie do zniesienia. Jednak drugą stroną są ludzie, których się spotyka. Zaskakują wielka wiarą, i potrafią słuchać. Słuchać ze skupieniem i uwagą tego co Bóg ustami przewodników duchowych do nich mówi. Moim szczęsciem było wędrowanie pod przewodnictwem Ks Biskupa Grzegorza Rysia, który wędrował znosząc wszystkie niedogodności. Konferencje w drodze, które głosił były przejmujące i dające wiele do myślenia, skłaniające do autorefleksji. (Polecam konferencje Ks Biskupa na stronie internetowej biskup-rys.pl/).
Urzekł mnie jego śpiew i wielka charyzmą -termin zaczerpnięty z teologii, gdzie określał jednostki obdarowane łaską boską, “darem bożym”, właśnie ten dar boży z nami szedł.
Samo spotkanie z Maryją w Częstochowie stało się kulminacją, którą przeżywalismy w ciszy, ofiarując troski i podziękowania.
Nie wiem czy jeszcze kiedyś uda mi się iść, jednak wszystkim niezdecydowanym powiem ruszajcie, nie bójcie się, Bóg w drodze na Was czeka, na wasze zmęczenie, brudne nogi, pot, pęcherze, twardy materac, deszcz, zimna wodę albo jej brak. Daje w zamian- radość, wiarę w siebie, i ludzi, poczucie, że ten świat nie jest do końca taki zły i jest zawsze i wszędzie Bóg w Trójcy Świętej oraz Maryja, którzy dają poczucie bezpieczeństwa i wysłuchają Twojego płaczu, śmiechu, przyjmą Twoje podziękowania i prośby.