Krzyż bramą.
10. kwietnia 2009 . przez xmj
„Gdzież się podział krzyż? Stał się nam bramą…” (C. K. Norwid). To obrazek z Grobu Pańskiego w moim kościele. Krzyż wykuty w skale jest nam bramą. Krzyża doświadcza każdy człowiek. Można go nie rozumieć, nie nazywać krzyżem, uciekać od niego, przyjąć. Zawsze jest ceną za miłość. Każdą prawdziwą miłość. Jest bramą do życia, ku słońcu, wolności, Eucharystii. Ma być materiałem kalorycznym w walce duchowej. Ten Krzyż – Brama wyjaśnia, że nasze ludzkie cierpienie, ból samotności, niepojęta śmierć – znajdują swój sens dopiero w Krzyżu Chrystusa. Że możemy przez tę Bramę wziąć udział w dramacie Odkupienia. Mój krzyż ma stać się Eucharystią – dziękczynieniem.
Przytul się dziś mocno do Krzyża!

Oj, ciężki ten mój krzyż… Krzyż Miłości… Chcę go przytulić… Muszę… 🙂
BARDZO wymowne!
pięknie…
Tak bardzo chciałabym przytulic się mocno do Krzyża, tak baaaaaaardzo mi tego brakuje, tak bardzo tego potrzebuję… Ale… Boję się, boję się, że po tym się nie pozbieram, że przez to zawalę wszystkie sprawy, naukę, rodzinę… Boję się, że nie starczy mi na to wszystko sił… Boję się, że nikt mnie nie zrozumie… Boję się… A jednocześnie tak bardzo tęsknię za Jezusem, za Jego miłością i za Krzyżem… Chciałabym przyjąc swój Krzyż, ale nie mam odwagi, nie mam siły… 🙁
Mam jeszcze nikły cień nadziei, że kiedyś uda mi się przekuć krzyż swojej choroby na bramę. Każdy tydzień oddala mnie od tej nadziei, a może tylko teraz tak to widzę… Chyba z wykuciem takiego grobu, jak ten na zdjęciu jest łatwiej, niż z tym w życiu, by z podłego materiału zdarzeń wydobyć dziękczynienie.
„Jeżeli chcesz Mnie naśladować…” Naśladowanie Chrystusa to nic innego jak pomaganie Mu w dźwiganiu ciężkiego jarzma Krzyża. Bądźmy więc Weronikami oraz Szymonami z Cyreny i ulżyjmy Jezusowi w Jego cierpieniach, przez bycie dobrymi ludźmi. Życzę Wesołych Świąt i pozdrawiam!
Często nie rozumiem swojego krzyża… Podczas wczorajszej Adoracji przy Grobie Pańskim oddałam Jemu to wszystko, co mnie boli, co przerasta. I tak jakoś lżej się zrobiło na serduszku. Jednak dziękuję Ci Panie, że mogę nieść swój krzyż, że go mam. On mi potrzebny jest po to, aby zrozumieć co Ty zrobiłeś dla mnie z Miłości. Lecz tylko z Tobą będę w stanie go pokochać. 🙂
To zrozumiałem, że śmierć też jest BRAMĄ!
Każdy z nas musi dźwigać swój krzyż. Moim jest choroba, cierpienie najbliższych…. Jak ciężko człowiekowi na duszy gdy widzi gdy najbliższa osoba umiera… gdy ona cierpi a ja nie mogę nic zrobić by jej ulżyć… Kilka lat temu moja mama śmiertelnie zachorowała, lekarze nie mogli nic zrobić a ona powoli w cierpieniu odchodziła…. długo nie potrafiłam się z tym pogodzić i pewnie nigdy ta rana się nie zagoi ale teraz wiem jedno: życie nie kończy się na ziemi. Każdy krzyż ma swój cel i jest bramą do nowego lepszego życia w niebie.
Dziękuję Marto za mądre przemyślenia Twoje! Za odwagę świadectwa! Przebacz śmierci, Bogu, Mamie i sobie! To działa!
Mądre przesłanie płynie z tego grobu!
A ja wierzę, ze to wszystko swój cel ma. Tylko troszkę więcej siły Panie i dla Ciebie dam radę… Przez krzyże odkrywamy w sobie siłę i odwagę, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia… Jak dobrze, że po prostu Jesteś…
Gratuluję pomysłu z grobem – dekoracją. Mocne i wymowne świadectwo. Estetyka też godna podziwu!