Strona ks. Macieja Jastrzębskiego

Katecheta to wieszak…

5. marca 2009 . przez xmj

Afro rozpaczliwie mnie poszukiwało…Więc jestem, znalazłem się. Podziwiam Afro za jedwabistą świeżość, pracowitość, inicjatywę, chęci do pracy no właśnie niełatwej – bo katechetycznej. Sam jestem katechetą od 18 lat. Uświadomiłem to sobie wczoraj na Olimpiadzie Teologii Katolickiej w Płocku, że to już tyle lat! Etap diecezjalny odbywał się w tzw „Ekonomiku” w Płocku, niedaleko seminarium. To właśnie w tej szkole 18 lat temu zaczynałem „uczyć religii” w ramach praktyk katechetycznych. Bardzo mocno przeżywałem te dwie godziny katechezy w tygodniu. I pięknie się złożyło, że na tegoroczną Olimpiadę przywiozłem moją 18- letnią uczennicę – Sylwię. Oczywiście objaśniłem Sylwii zbieżność tych dwóch osiemnastek. (Małe podsumowanie się przyda, więc policzyłem moich olimpijczyków: laureatów i finalistów – wyszło 10 osób). Ciekawy jubileusz… Nagrodzony udziałem Uczennicy w finale ogólnopolskim OTK w Kaliszu.
Dominikanin o. Andrzej Potocki powiedział, że katecheta, to WIESZAK – ale nie taki na którym wiesza się palto, czy inne ubrania – ale na którym spoczywa SZATA CHRYSTUSOWA. Wspominam dzisiaj z wdzięcznością swoich katechetów z młodości i dzieciństwa. Pamiętam tę oczekiwaną w tygodniu godzinę religii w ciasnej salce przy kościele. To było zakazane  misterium. Niesamowity urok miały też chwile wyczekiwania na księdza i radość spotkania. A w zimę pamiętam rozpalony prze księdza piec (tzw. kozę) na środku sali. Wielką frajdą były przeźrocza wyświetlane na lekcji. Urokliwe spotkania opłatkowe, czuwania wielkopostne, andrzejki, ostatki, obozy i rajdy rowerowe z katechetami. Najlepiej pamiętam katechezy ks. WG.

Dzisiaj mam świadomość tego, że katecheza w szkole nie jest idealnym rozwiązaniem. Dziwny i zjawiskowy to przedmiot.  To  raczej „Cienka czerwona linia…” (warto obejrzeć ten film!) Trzeba ważyć słowa, zachowanie, reakcje, bo można oberwać granatem od wszystkich; z góry, z dołu, z boku i od środka. Czasem walka o zwycięstwo zmienia się w walkę o przetrwanie. Spotykamy opór, krwawe starcia z wrogiem, ewakuację ocalałych, ale i też niezwykłe więzi przyjaźni, współodczuwania, zrozumienia, rozmowy, spowiedzi. Zwycięstwa te duchowe i te na zawodach olimpijskich. Wieszają na katechetów co się da… i kto tylko może; że źle, nie tak, brak tolerancji, niesprawiedliwość, brak realizmu, naiwność, niemodną wiarę, postne piątki, nieżyciowość, zacofanie, itp liberalne, modne, poprawne politycznie nowinki…

A ja pomimo wszystko czuję, że na mnie – WIESZAKU – spoczywa SZATA CHRYSTUSOWA. I to jest piękne! Warto być takim wieszakiem.

ps Jak wspominasz swoją katechezę?

41 komentarzy do “Katecheta to wieszak…”

  1. Komentarz numer 1 przez: Kasieńka

    Gratuluję naszym olipijczykom 😉 Świetnie nas reprezentowali 😉

  2. Komentarz numer 2 przez: Marta Klara

    nie wiem od czego zacząc …
    mam aktualnie 2 godziny religii w tygodniu .
    i szczerze mówiąc, nie uwłaczając kompetencjom pani katechetki, mało się na nich uczę …
    sama nie jestem w stanie powiedzec, jak te lekcje powinny wyglądac , jednak tak jak jest teraz – nie jest dobrze …
    jednym słowem – katecheza w szkole kojarzy mi się z męczącym czasem w ławce, spoglądaniu na zegarek i rozmowach z koleżanką …
    po prostu , jak każda młoda osoba, potrzebuje zwrócenia swojej uwagi w jakiś nietuzinkowy sposób …
    a pisanie, słuchanie pani i szukanie w tekscie odpowiedzi na bezsensowne pytanie , mogę spotkac na każdym innym przedmiocie .
    od tzw. wychowania katolickiego wymagam bardziej obrazowego przedstawienia postaci Boga i całej kojej , jakże trudnej do pojęcia , wiary .

  3. Komentarz numer 3 przez: Pati

    Hmm…jak ja wspominam moją katechezę… Z wczesnego dzieciństwa pamiętam tylko, że ciągle zmieniali nam się katecheci 😉 ale był to czas na swój sposób wyczekiwany… Poza tym zawsze chciałam mieć religię w salkach kościelnych, takich o jakich opowiadali mi często rodzice…
    Potem w gimnazjum… to dziwny czas był. Katechezę wspominam samą w sobie w miarę dobrze. jednak najbardziej zapadła mi w pamięć walka wśród społeczności klasowej o religię. O zachowanie na lekcji. Każdy, kto choć trochę gorliwości okazywał miał nazwijmy to tak – nieprzyjemności od czasu do czasu. A katecheta… ma Ksiądz rację – był wieszakiem, na którym wieszano co się da. Ponadto – głównym tematem rozmów i utyskiwań.

    Liceum 😀 Co ja mogę powiedzieć… Mogę powiedzieć, że dziękuję Księdzu za te dwie olimpiady, w których uczestniczyłam… horyzonty mi to trochę poszerzyło, duchowe 😉
    poza tym…sam Ksiądz wie, jak wyglądała religia w mojej klasie 😀 Może czasem był Ksiądz za dobry po prostu…w każdym bądź razie dla mnie był to wartościowy czas i potrzebny. Owocny.
    Pozdrawiam oraz życzę wytrwałości i siły do bycia WIESZAKIEM.;)

  4. Komentarz numer 4 przez: Jowita

    Katecheza w szkole to właściwie mały epizodzik w całym moim „katechetycznym” życiu. Moje najlepsze katechezy to te rodzinne, codzienne, potem oazy, pielgrzymki itp. itd. Dzisiaj wiem na pewno, że z katechezą jest trochę jak ze sportem. Trzeba stale trenować, wkładać wysiłek, poszukiwać. A przede wszystkim chcieć i i mieć dużo silnej woli. Nawet tak jak w sporcie bywają olimpiady 😉 a propos: Gratuluję Sylwii, życzę dużo wytrwałości i przede wszystkim cierpliwości i pokory, bo mi chyba tego zabrakło jak sama w tamtym roku zmagałam się z tymi teściorami.

  5. Komentarz numer 5 przez: afroo

    byliśmy na tej samej konferencji:
    http://zycie-i-nadzieja.blog.onet.pl/2,ID249402135,DA2007-08-31,index.html

  6. Komentarz numer 6 przez: afroo

    co do pytania – jak wspominam katechezę? pisałam o tym u siebie..

    w młodszych klasach – sielankaaa. Pioseneczki, rysuneczki i piąteczki.. 🙂

    w 5 klasie WAGAROWAŁAM! Byłam może ze 3 razy na semestr. Beznadziejnie było. Dlaczego? Młody ks wówczas, chyba bardziej MUSIAŁ jak chciał nas uczyć. Nie rozumiałam jego języka. Więc nie traciłam czasu – po prostu nie przychodziłam wcale. A jak się na niej pojawiłam dostałam 3-! Więc znów wagarowałam :-] Zdziwiłam się jak mi na świadectwie 5 postawił – ha ha ha.

    W 6 klasie młoda katechetka, super zaangażowana, z polotem – więc nadrabiałam braki ze zdwojoną siłą! Podobało mi się to, co i jak robiła! Było SUPER!! … i już wtedy wiedziałam, że będę KATECHETKĄ!!

    w 7 klasie religia z ks.proboszczem – do dziś pamiętam lekcje z nim, jego przykłady..! jako jedyna w szkole miałam 6 z religii!

    w kl. 8 religia z ks. wikarym – no.. bywało.. ciekawie!! – ale tez oczywiście ocena celująca…

    szkoła średnia – porażka.. pan katecheta.. nie zapomnę jak mówił o poście w piątek – no, że trzeba pościć bo to grzech itd – religię mieliśmy właśnie w PIĄTEK – no, a zaraz po religii poszedł i kupił sobie HOD-DOGA!! szok, przynajmniej dla mnie!! bo – skoro czegos nauczam, to znaczy, że sama się tego trzymam! to było 'świadectwo’, które przekreśliło go w moich oczach 🙁

    potem ks katecheta.. no nie uwiódł mnie swoim sposobem bycia, przepłakałam przez niego niejedną przerwę – ale po jakimś czasie odbyliśmy SZCZERĄ rozmowę i .. jesteśmy od prawie 15 lat Przyjaciółmi!! no i oczywiscie też 6 na dyplomie!! woooww! (jakies brawa będą?! 😉

    a potem studia .. które praktycznie też były katechezą 🙂 ale nie będę już przynudzaććć ;-)))

  7. Komentarz numer 7 przez: afroo

    aaaa FOTKA z makami jest ŚWIETNA!!!

  8. Komentarz numer 8 przez: Lukasz Jarzynka

    W dzisiejszych czasach bardzo trudno rozmawiać na temat Boga i wiary. Na każdym kroku możemy się spotkać z przejawami dyskryminowania wyznawców Chrystusa. Czasami nasuwa się myśl czy akurat to przestało być modne, czy w ogóle można użyć takiego słowa w odniesieniu do wiary. Myślę, że nasze życie staje się bardziej zabiegane, dorośli w pogoni za pieniądzem my młodzież z zajęć na zajęcia w szkole, potem jakieś korepetycje żeby osiągnąć lepszy poziom i co się za tym wiąże lepszy start w życiu. Coraz mniej zastanawiamy się nad życiem, jakie ono właściwie jest? Czy zgodne z dekalogiem? Właściwie to żyjemy jak nam jest wygodnie. A Bóg ? po prostu jest zsuwany na dalszy plan. To daje do myślenia. A gdzie przyczyna? A może właśnie katecheza powinna być podstawą do poznawanie Boga, życia. Osoby prowadzące zajecia powinny bardziej zainteresować młodego człowieka, a prowadzenie zajęć nie powinno być rutyną. Młody człowiek powinien się rozwijać, myśleć samodzielnie żeby nie musiał ?żywić? się tym co podsuną mu media i korzystając z obecnej wolności słowa nie musiał się skrywać lecz otwarcie mógł głosić prawdę, prawdę o Chrystusie.

  9. Komentarz numer 9 przez: ktoś

    Katecheta nie ma łatwego zadania, podziwiam ich za odwagę stawania codziennie i bycia świadkami Jezusa. Za moich czasów religia była w salkach i sympatycznie wspominam ten czas. Oczekiwanie było wypełnione często gonitwami po zakamarkach podwórka, wśród poklasztornych krużganków. Sama religia była czasem niby nieobowiązkowym, a i tak większość chodziła.
    PS. Piękne zdjęcie. Gratuluję sukcesu!

  10. Komentarz numer 10 przez: Wioleta

    Dzień dobry wszystkim. Moje katechezy… Najciekawsze były te w I klasie ogólniaka – z księdzem Maćkiem.Ksiądz nie bał się trudnych pytań, nadstawiał drugi policzek, kiedy ten pierwszy już piekł. najważniejsze, że zmuszał do myślenie i prowokował do dyskusji. 45 minut mijało w mgnieniu oka. Bardzo dobrze wspominam też następnego katechetę. Właściwie nie pamiętam katechezy z podstawówki, była nudna.

  11. Komentarz numer 11 przez: Karolina

    Gratuluję Księdzu tylu olimpijczyków. Sylwi już gratulowałm i bardzo się cieszę :), że udało się jej przejśc dalej. Wiem jak dużo musiała się uczyć. Życzę jej dalszych sukcesów na kolejnym etapie.
    A co do katechezy w moim życiu wspominam ją bardzo miło. W szkole podstawowej miałam ją z Panią Katechetką. W gimnazjum z księdzem. Na katechezach mówilismy o codziennych sprawach, dyskutowaliśmy oraz rozmawialiśmy na temat Kościoła i wiary. Mogliśmy zwrócić się do Księdza z każdą sprawą. W liceum moja katecheza jest bardzo podobna do tej z gimnazjum.

  12. Komentarz numer 12 przez: rybka_sylwia

    Katecheza? Jeszcze nie spotkałam takiego katechety, który zainspirowałby mnie religią. Pamiętam tylko jedną lekcję- poruszyła mnie niezmiernie. Dlaczego? Było to po części świadectwo. Świadectwo szczęśliwej dzięki wierze, Bogu osoby. Miałam łzy w oczach.
    Fakt, religia w szkole to nieidealne rozwiązanie. Wolałabym by była przy niej i docierały by na nią te osoby, które chcą, a nie te które tylko muszą…

  13. Komentarz numer 13 przez: Pan Tadeusz

    Dobre ujęcie problemu! Katecheza nie powinna być jedną z wielu podobnych lekcji, ma być pewnym misterim, liturgią, ma budować wiarę, oswajać z uczniami. W tym przeszkadzają oceny, programy, średnie, całą ta zadyma szkolna…

  14. Komentarz numer 14 przez: Pan Tadeusz

    a co do zawodu katechety, to trudna rola. między młotem a kowadłem – i jak na froncie – bitwa. i brak amunicji,

  15. Komentarz numer 15 przez: cdn

    Religia to przeżytek, to obłuda, wierze w nauke i rozum, na wieszak z religią!

  16. Komentarz numer 16 przez: wojcieszek63

    Wiesz co CDN, nie jestem katechetą, ale cieszę się, że Pan Bóg jest Rzeczywistością Pierwszą w moim życiu i że jestem w Kościele Katolickim, nawet jeśli dla ciebie to przeżytek.
    „Nie muszę znać twojego zdania, mam swoje”.

  17. Komentarz numer 17 przez: kandydatka do bierzmowania.

    Trudna dla tego, kto podejmuje się głosić, dyskutować i nauczać. Nie dla tego, który z daleka omija jakiekolwiek pole do głębszej i refleksyjnej pogawędki. Właśnie tego brak. Dyskusji w której mogłaby uczestniczyć chociażby połowa klasy. Żeby ludzie, którzy uczęszczają na katechezę uczyli się, oswajali z Bogiem, z wiarą (bo jeśli mnie oswoisz staniemy się sobie potrzebni). Ona, moim zdaniem, powinna budować drogowskaz. Być tym kijkiem na którym się on trzyma. Być podstawą, bo przecież nie każdy w domu, ma to szczęście by się w nim nauczyć tej Miłości, poznać Tajemnicę i być zachęcanym do jej poznawania. Gdzie więc mamy poznać Boga? nie każdy wejdzie pierwszy do Kościoła, lecz prędzej kiedy stanie się odwrotnie. Jestem pewna, że gdyby na 45 minutowych zajęciach wytoczyła się dyskusja, możliwość zadawania pytań i ciekawe zainteresowanie (bo z tym jest trudno) młodego człowieka Bogiem, nie byłoby teraz pretensji do księdza, ze nie zaliczył mu egzaminu do Bierzmowania i co on teraz powie rodzicom…
    W podstawówce religia polegała tylko i wyłącznie na odpoczynku między lekcjami… nic ciekawego. Teraz? Teraz brak podjęcia poważnej dyskusji.
    Pamiętam jednak bardzo dobrze katechezę w zerówce… Śpiewaliśmy, kolorowaliśmy rysunki i uczyliśmy się podstawowych modlitw. a co w tym najpiękniejszego? Pani Katechetka odpowiedziała mi (małej, wesołej i odważnej dziewczynce) na jedno pytanie, którego spełnienie dawało mi niesamowitą radość. Spytałam się, czy jak puszczę ten balonik to poleci on do Pana Boga? i czy się będzie cieszył, że dostał mój ukochany balonik… (uwielbiałam tą rzecz!) i usłyszałam satysfakcjonującą odpowiedź, że tak… Od tamtej pory, kiedy tylko miałam balon oddawałam go, Panu w darze… Do dziś mam ten instynkt.

    Wszystkim katechetom jak i kandydatom na nich życzę przede wszystkim odwagi podjęcia się głoszenia tej ważnej w życiu młodych (choć oni o tym nie wiedzą, bo skąd mają wiedzieć?) Miłości Boga.

  18. Komentarz numer 18 przez: Nina

    Osobiście jestem bardzo zadowolona z systemu prowadzonej katechezy oraz z naszego kochanego ks. P.Staniosa:) Jego lekcje są ciekawe, zawsze można na nich rozwiac jakieś swoje wątpliwości. Nie opieramy ich tylko na „podrecznikowych” tematach, ale częściej rozmawiamy poprostu o sprawach przyziemnych. 🙂

  19. Komentarz numer 19 przez: ~...~

    Moje spotkanie z katechezą rozpoczęło się bardzo wcześnie, bo jeszcze w wieku przedszkolnym, kiedy to mama najpierw wieczorami uczyła mnie i brata pacierza, a gdy już znaliśmy wszystkie te dziecięce modlitwy, każdego wieczoru egzekwowała ich znajomość ?zapędzając? nas przed snem do Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario i Anioła Stróża?, a jednocześnie odbywaliśmy kurs religii w przyparafialnych salkach katechetycznych, położonych w ?podziemiach? plebanii ? położenie naprawdę miało swój urok. Te pierwsze katechezy z siostrą zakonną wspominam bardzo sympatycznie, siostra bardzo się starała wprowadzając różnorodne metody katechizacji (nauka pacierza, śpiew ? często połączony z ?gimnastyką?, malowanie, konkursy itp., zachęcała do udziału w modlitwie różańcowej w październiku, jasełkach, Drodze Krzyżowej w Wielkim Poście, procesjach w Boże Ciało, nabożeństwach majowych, czy normalnej coniedzielnej mszy św. dla dzieci, każdemu powierzając jakieś role, bo wiadomo dzieci lubią ruch i żeby coś je pociągało muszą w tym aktywnie uczestniczyć). To były czasy kiedy kościoły były jeszcze pełne i nikomu nie trzeba było wysyłać specjalnego zaproszenia, a udział w katechezie był czasem szczególnie wyczekiwanym. Kiedy lekcje religii trafiły do szkoły i zaczęły być przez uczniów odbierane jako normalny przedmiot szkolny, katecheza jakby straciła coś ze swojej ?niezwykłości?. Moi późniejsi katecheci zarówno w starszych klasach szkoły podstawowej, jak i w liceum jakoś niezbyt chętnie angażowali się w katechizację, nie wiem czy wynikało to z braku pomysłów na zaangażowanie młodzieży, z którą im przyszło pracować, czy może braku chęci, w każdym razie szkoła średnia to była kompletna porażka, bo lekcji religii częściej nie było, niż były, a jeśli już były to chyba mało katechetyczne. Zresztą katecheci zmieniali się bardzo często, a jedyny ksiądz, który chciał coś z nami robić też nie za długo miejsca ?zagrzał?. To sprawiało, że przez cały ten szkolny czas odczuwałam spory niedosyt, i właściwie mogę śmiało powiedzieć, że katechizację swojej osoby (oprócz oczywiście niedzielnej mszy świętej i innych kościelnych form kultu ? przepraszam za niezręczne sformułowanie) przeprowadzałam sama: poszukując poprzez lekturę, uczestnictwo w grupach parafialnych (chociaż ono w pewnym stopniu było ograniczane, ale było), wydarzeniach kościelnych itp.
    Żałuję, że w swoim życiu nie udało mi się spotkać katechety, któremu naprawdę by zależało, ale z drugiej strony może i ja wkładałam za mało wysiłku i starań? W każdym razie wiem, że praca katechety do łatwych nie należy, a częstokroć w zderzeniu z niewłaściwym zachowaniem młodzieży, może być olbrzymim trudem. Chyba jednak trudne czasy (mam na myśli ustrój), kiedy katecheza odbywała się w salkach przy kościele, były dla niej bardziej łaskawe ? przynajmniej ze strony jej uczestników?

    Gratuluję sukcesów i życzę by było ich jeszcze więcej!!!

    P.S.: Nawet maki wiedzą przed Kim się pochylić?.

  20. Komentarz numer 20 przez: Sylwia

    W dzisiejszych czasach religia na lekcjach jest po prostu „nudna”. Oczywiście nie zwalam całą winę na katechetów bądź księży, ale również na uczniów. W naszych czasach mało kto tak naprawdę chce poznawać Jezusa otwarcie przez zadawanie pytań.Oczywiście są wyjątki ale jest ich niewiele.Ale już najgorzej jest w 3 klasie w gimnazjum tam lekcji nie ma, bo trzeba albo odpowiadać z pacieża albo z katechizmu…Ja jestem osobą co wręcz czeka na lekcje religii, ale kiedy ona się zaczyna nie czuje, że na niej jestem…
    Może też prowadzący lekcje za mało wymgają, albo im aż tak nie zależy… Przyznaje,że dzisiesza młodzież jest trudna, ale my wciąż szukamy swojej drogi :):)

Napisz komentarz

Nick

Mail (wymagany)(nie będzie publikowany)

Strona www