Strona ks. Macieja Jastrzębskiego

Komórka i kok. Dobry wieczór?

1. kwietnia 2013 . przez xmj

Komunia_I_08_077

Dobry wieczór, smacznego obiadu, dobrych świąt, miłych spotkań i rozmów, proszę, przepraszam, dziękuję, trzymaj się, dzień dobry (kościelny w mojej parafii potrafi świetnie mówić – „dziń doberek” – i ma nawet taką ksywkę). Te wyrazy i słowa używane przecież na co dzień obudziły nową narrację w mediach, które zadziwiają się tym, że Ojciec Święty Franciszek używa ich… Świat zapomniał o nich. Bo przecież te słowa świadczą o tym, że kto ich używa, żyje zmartwychwstaniem Jezusa każdego dnia… bo kiedy pozytywnie, dobrze i pięknie odzywamy się do siebie, do ludzi, na forach internetowych w komentarzach, to znaczy, że Zmartwychwstały jest wśród nas, żyje! Odnoszenie się do ludzi przecież ma być inicjatywą miłości, stąd te słowa miłości powszedniej – a nie słowa nienawiści – które tak bardzo promują media, by na nich zarobić!

Zimka jest piękna, ale nie w kwietniu. Boże Narodzenie i kolęda były po błocie. Wielkanoc po lodzie… Nowe przysłowie powstało. Znam moich parafian na tyle, że mogę powiedzieć kogo nie było w kościele na Boże Narodzenie ani na Wielkanoc. Są ochrzczeni, pewnie uważają się za katolików, ale faktycznie NIC wspólnego z wiarą chrześcijańską nie mają! Nawet nie poświęcą pokarmów w Wielką Sobotę!

Takie to pogaństwo kwitnie. Ciekawy jestem co robią podczas chrześcijańskich świąt tacy ludzie, którzy są ochrzczeni, może uważają się za katolików…? Jak nazywają ten czas świąteczny, o czym rozmawiają, co przeżywają, kogo i co wspominają? Czym się dzielą? Co jest ich nadzieją? A może będą chcieli mieć pogrzeb w kościele… i ręce w trumnie oplątane różańcem, którego w życiu nie trzymały i książeczkę do nabożeństwa, która za życia parzyła? Niech napiszą mi w komentarzu.

Dzisiaj czytaliśmy w kościołach dobry list Rektora WSD w Płocku.  Obecnego Papieża babcia nauczyła modlitwy – pisał rektor WSD w Płocku. Prosiłem rodziców i dzieci przygotowujących się do I Komunii, do Odnowienia Przyrzeczeń Chrztu i Bierzmowania aby brali udział w Triuduum Paschalnym. To przecież najważniejsze Święta w życiu chrześcijan! Wzięło udział 20 % zobowiązanych. Więc sądzę, że tylko te 20 % (1/5) rodziców i dzieci jest gotowe do przyjęcia sakramentów. Reszta, może poczekać, gdy dziecko urośnie, wybierze drogę życia samo jako dorosłe… Nie chcę, aby te sakramenty stały się magią, tradycją, folklorem. Dziewczynka z przedszkola, która za 3 lata ma przyjąć I Komunię Świętą, mówi do mnie, że na Komunię ma mieć koka i dostać komórkę… Dziewczynka nic nie winna. Ale jej wypowiedź świadczy o tym, jak dorośli traktują Pierwszą Komunię i co przekazują dzieciom! To jest dopiero wypaczenie sensu Orędzia Zmartwychwstałego Jezusa i Jego zastępcy tu na ziemi Papieża Franciszka. Nie tędy droga. Sakramenty – to nie teatrzyk i nie akademia przebierańców. Zależy mi bardzo, aby dziecku i rodzicom zadrgało serce, gdy przyjmą Jezusa do swego serca. Wszystko inne to śmieci…

Tymczasem moim drogim parafianom, gościom spod mojej strzechy, życzę dobrej nocy i jutro dobrego dnia… oraz smacznego śniadania. Alleluja, Jezus żyje!
a także na zawsze: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

5 komentarzy do “Komórka i kok. Dobry wieczór?”

  1. Komentarz numer 1 przez: Ewa

    Bardzo dobry tekst prawdziwy, ale kto Proszę Księdza dziś tak naprawdę zwraca uwagę na piękno, sakramentu,każdego sakramentu. NIKT. Nikt też nie zwraca tak naprawdę uwagi na potrzebę Nabożeństwa Mszy Św. w życiu. Żyjemy szybko, nowocześnie. Problem jest wówczas, gdy w progi domu wkracza choroba, niedostatek, śmierć itd., a i to nie zawsze prowadzi do Świątyni i sakramentu. Czasem wręcz przeciwnie. Mam przykład w domu.

  2. Komentarz numer 2 przez: ~...~

    To prawda, przetrwało coś takiego w naszym narodzie, taki relikt z przeszłości, co funkcjonowało kiedyś jako „świecka tradycja” i kultywowane jest do dziś. Czemu ma to służyć trudno mi pojąć,zwłaszcza gdy spotykam się przy stole świątecznym z ludźmi, którzy podczas świąt nie byli w kościele i nie brali udziału w najważniejszych dla chrześcijan nabożeństwach liturgicznych.Zastanawiam się wówczas jaki jest dla nich sens świętowania? I myślę sobie, że jest to po prostu kolejna dla nich okazja do poimprezowania… i coraz trudniej jest mi uczestniczyć wraz z nimi w takim świętowaniu, bo nie wiadomo tak naprawdę o czym przy świątecznym stole rozmawiać: zdawać relację z przebiegu uroczystości religijnych? a może porozmawiać o zwykłej szarej codzienności? czy może o wszystkim i o niczym? a jeszcze „o zgrozo” niekiedy stawać w obronie wiary i Kościoła- w święta i przy świątecznym stole, zamiast właśnie uroczyście świętować i cieszyć się tymi świętami. Trudne jest naprawdę świętowanie w tym poplątanym dzisiejszym świecie. I zastanawiać właśnie może w tym miejscu obłuda tych, którzy wytykają obłudę duchownym, katolikom świeckim i ogólnie pojmowanemu Kościołowi, a sami nie dostrzegają swojej obłudy „uczestnictwa” w wybranych przez siebie niektórych tylko świętach, czy uroczystościach kościelnych, czy podawaniu swoich dzieci do chrztu, posyłaniu do Komunii św., braniu ślubu kościelnego, bo „co ludzie powiedzą”? ciekawe, że akurat w tych sprawach się przejmują tak bardzo tym „co ludzie powiedzą”, a na codziennym życiu zazwyczaj posługują się określeniem „a co mnie obchodzi co ludzie powiedzą?”.
    Co zaś do zachwytu mediów nad formą pozdrowień, to muszę przyznać, że zwłaszcza przy publicznych wystąpieniach chyba trochę za dużo tej świeckości. Bo jednak w dużej mierze w spotkaniach z papieżem uczestniczą jak mniemam chrześcijanie, więc wydaje mi się że najbardziej odpowiednim pozdrowieniem skierowanym w ich stronę powinno być chociażby „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, a ewentualnie można dodać inne powszechnie obowiązujące formy powitań, pozdrowień itp. Bo choć jest oczywistym, że papież chce dotrzeć do jak najszerszej rzeczy ludzi, również niewierzących, to jednak nie powinien zapominać o tych wierzących, dla których właśnie pozdrowienie Boga przy powitaniu nadaje charakter przebiegu spotkania. Brakuje mi tego.

    A na koniec życzę zmartwychwstania i wiosny w sercach i aby każdy z nas odnalazł prawdziwy sens tajemnicy pustego grobu Pana Jezusa. Alleluja!

  3. Komentarz numer 3 przez: Patrycja

    Dobry tekst, ale smutny i prawdziwy.
    Niestety.

    Pozdrawiam i życzę dużo siły do modlitwy za parafian!
    Pan Bóg pewnie kiedyś znajdzie drogę do ich serc. 🙂

  4. Komentarz numer 4 przez: Rivulet

    Większość moich znajomych, w tym tzw rodzina wyjściowa (rodzice etc) to ludzie ochrzczeni, ale niepraktykujący. Dali się oszukać, że Bóg jest tylko wymysłem głupich babć i że chrześcijanin to synonim idioty. Ale to znak naszych czasów, że coraz mniej ludzi chodzi do kościoła, ale ci, co chodzą, wiedzą po co. Przecież dawniej może i chodziła większość, ale ile coś z tego rozumiało? Ochrzczeni poganie to byli i dziś to się chyba wykrusza. Może to lepiej, żeby odeszli i potem mogli wrócić ze świadomością, że wiedzą do czego? Nie do zwyczajów, koszyczka, opłatka, jakiejś tam Bozi, tylko do żywego Boga. Ja mam ciągle nadzieję, że moi rodzice wrócą. Mnie też by w Kościele nie było, gdyby mnie Bóg w stosownej chwili nie pociągnął.

  5. Komentarz numer 5 przez: poziomkislow1

    No to śmy sobie.. ponarzekali.. pomarudzili.. ocenili.. i określili jasne granice pomiędzy My a Oni..
    Owszem prawda jest tak jaka jest, ale ja się zapytowywuję co dalej? Określimy tylko barwy.. pomalowaliśmy świat. Ale jakoś nie widzę w rękach ludzkich gumki, żeby granice zatrzeć.. Widzę marker by granice podkreślić.
    Może więc warto pomyśleć.. i zastanowić się.. czy my przekazujemy innym Dobrą Nowinę. czy może tylko skrzętnie skrywamy ją przed innymi? To,że dzieje się jak się dzieje jest również skutkiem braku wzorców w życiu codziennym. Pomiędzy pacierzem porannym a wieczornym jest czas dla Niego.. tylko czy my sami.. o tym pamiętamy? I nie oznacza to.. że mamy wdziewać na siłę „habity”…. Coś co nazywamy „codziennością” więcej pokaże innym.. niż nam się zdaje. Ale.. ! Ale trzeba mieć co pokazać. Mylę się ??

Napisz komentarz

Nick

Mail (wymagany)(nie będzie publikowany)

Strona www