Franciszek i kwiaty
16. marca 2013 . przez xmj
To zdjęcie zapożyczyłem z sieci. Pokazuje ono Ojca Świętego Franciszka, który czwartek rano odwiedził rzymską Bazylikę Matki Bożej Większej. Przez pół godziny modlił się przed obrazem Salus Populi Romani, Matki Bożej patronki Rzymu. Wcześniej przyniósł Jej kwiaty. Szybko przyszło mi skojarzyć ten piękny gest Franciszka z zachowaniem jednego mojego parafianina. Od kilku dobrych lat, w Dzień Kobiet, wręcza kwiaty z składa życzenia bliskim kobietom. Jedzie też do Matki Bożej przedstawionej w figurze przy kaplicy w Sokołowie i tam u stóp Maryi zostawia żywe kwiaty. Byłem mile zaskoczony zachowaniem mojego parafianina. A nasz Papież Franciszek ciągle nas zadziwia i zaskakuje. Oby obudził w nas na nowo entuzjazm wiary! Ciekawe jak długo media i świat będą Go lubić…? I kiedy zacznie im przeszkadzać Jego nauczanie? Poczekamy. A tymczasem powróćmy do św. Franciszka z Asyżu.

Wiadomość o rezygnacji Benedykta XVI była tak niespodziewana, że pierwsze myśl, która pojawiła mi się w głowie to: „co teraz będzie?”. Dopiero kolejne pytania jakie zaczęły się nasuwać to: Dlaczego? Dlaczego nas opuszcza? Nasz Pasterz, Przewodnik po prostu ot tak sobie odchodzi. I był pewien żal… A przecież papież Benedykt dawał już wcześniej wyraźne sygnały, że tak właśnie może wyglądać koniec tego pontyfikatu (dopiero teraz kiedy piszę te słowa dochodzi mnie świadomość, że podobne nastroje chyba musiały towarzyszyć uczniom Chrystusa, kiedy ich Pan ich”opuszczał”, choć przecież niejednokrotnie wyraźnie im to zapowiadał, a przecież wcale ich nie opuścił, podobnie jak zresztą nas teraz Benedykt).
Kiedy odszedł nasz umiłowany papież Jan Paweł II nie było czasu, żeby się zastanawiać kim będzie Jego następca, czy będzie godny swego poprzednika, bo przecież wszyscy, przynajmniej w naszym kraju, żyliśmy naturalnie żałobą po niedawno zmarłym Ukochanym Rodaku. Tym samym wybór na Stolicę Piotrową kolejnego papieża nie był chyba przez nas jakoś szczególnie wypatrywany. Niemniej kiedy oznajmiono światu, że następcą św. Piotra został kard. Józef Ratzinger, byłam przeświadczona, że Kolegium Kardynałów nie mogło dokonać lepszego wyboru i, że właśnie On jest najlepszym człowiekiem na ten urząd. Pomimo wielu krytycznych opinii, które zaczęły zaraz sypać się na Jego głowę, papież ten niezmiennie przez cały okres swego pontyfikatu potwierdzał, że słusznie piastuje tę godność.
Wobec jego rezygnacji i coraz bardziej zbliżającego się konklawe zaczęły rosnąć we mnie obawy, czy wśród kardynałów elektrów jest ktoś, kto jest w stanie prowadzić Kościół Chrystusowy tak godnie jak robili to jego niedawni poprzednicy? (nie deprecjonuję tu zasług ich poprzedników, chociażby z czasu ostatniego stulecia, ale odnoszę się do JP II i B XVI, jako że Ci dwaj papieże towarzyszyli mi przez całe moje dotychczasowe życie). Zwłaszcza, że wybuchła (kiedyś nie do pomyślenia) gonitwa wśród mediów kim będzie nowy papież, kogo wybiorą kardynałowie, zaczęły pojawiać się nazwiska prawdopodobnych kandydatów, im bliżej konklawe, tym coraz więcej było „pewniaków”, a nawet bukmacherzy zbierali zakłady kupcząc Urzędem Piotrowym. Na to wszystko wciąż pojawiała się we mnie myśl, oby sprawdziło się powiedzenie, że „kto wchodzi na konklawe papieżem, wychodzi z niego kardynałem”. Drażniła mnie ta cała nagonka medialna, rzucanie losów, nawet ciągłe informowanie przez rzecznika Watykanu, co, gdzie, jak i kiedy – tak jakby i Watykan uległ tym wszystkim naciskom świata, które każą nam dziś obnażać się z najbardziej intymnych spraw, ogałacając wszystko, nawet to co powinno być chronione w największej tajemnicy.
Kiedy nad Kaplicą Sykstyńską, niespodziewanie już drugiego dnia konklawe, pojawił się biały dym, z niecierpliwością, ale również z pewnym lękiem, czekałam jakie nazwisko wypowie kardynał protodiakon (po cichu prosiłam Boga, żeby wybrany papież miał radosną twarz). I choć nazwisko nie mówiło absolutnie nic, co więcej nie zostało przeze mnie nawet dobrze zrozumiane, to imię nowego papieża powiedziało mi już wszystko: „to będzie na pewno wspaniały papież” i pojawiła się w sercu ogromna radość, a kiedy na balkonie Bazyliki św. Piotra pojawił się nowy Pontifex, to zarówno Jego postawa, jak i pierwsze słowa rozwiały już wszelkie wątpliwości. I choć również z tym nowym wyborem zaczęły pojawiać się w mediach zarówno bardzo pozytywne, jak i krytyczne informacje o nowym papieżu, to mam pewność, że ten papież przyniesie Kościołowi i światu wiele dobra. Żeby tylko nie pożarły go wilki, które już szczerzą na niego swoje kły, bo jak historia pokazuje, im lepszy człowiek na Stolicy Piotrowej, tym większą aktywność przejawia zło. Nadzieja w tym, że św. Franciszek z Asyżu, którego imię przyjął nowy papież, potrafił i wilka oswoić.
Niech Bóg błogosławi Papieżowi Franciszkowi i Kościołowi, a Matka Najświętsza ma Go w swojej opiece!