Czytałem kiedyś dobrą książkę Thomas’a J. Craughwell‚a: „Święci nie-święci. O nicponiach, rzezimieszkach, oszustach i wyznawcach szatana, którzy jednak zostali świętymi”. Świetna, zachęcająca i z humorem pisana opowieść o kilkunastu postaciach znanych świętych i ich nienajciekawszych początkach. Poznamy tu egoistycznego Ignacego Loyolę, utracjusza Franciszka z Asyżu, , złodzieja Dyzmę i celnika Mateusza, oraz mniej znanych innych świętych, jak bigamistkę Fabiolę, rozwiązłą Małgorzatę z Cortony, Mojżesza z Etiopii, herszta bandytów, pijaka Jana Bożego, uwodziciela i heretyka Augustyna, Idziego z Portugalii, wyznawcę szatana, plotkującą Anielę z Foligno… a jednak wszystkie te osoby zostały po śmierci kanonizowane. Co takiego wydarzyło się w ich życiu, że mimo nienajlepszej przeszłości otworzyli się na działanie łaski Bożej i zostali świętymi? Autor w fascynujący i pełen humoru sposób odpowiada na to pytanie. Warto przeczytać: wzruszające historie i znakomity materiał do refleksji.
Wiele osób twierdzi z uporem maniaka, że historie życia świętych to bajki wymyślone przez hagiografów. Oczywiście z tymi życiorysami wiążą się legendy, które miały literacko „wzmocnić” wizerunek tego człowieka. Ale gdy wgłębimy się w życie świętych, postudiujemy ich życiowe perypetie i wybory, to zobaczymy ludzi z krwi i kości. Bardzo bliskich nam. Niemalże lustrzane odbicie naszego życia. Czytam opowieści Jana Grzegorczyka, w których autor przemierza świat po chaszczach, rozstajach dróg wśród ich tajemnic, samotności, grzechów, cierpienia. W tych powszednich i codziennych historiach pojawiają się święci, do których jesteśmy bardziej podobni niż sądzimy… „Do Boga często idziemy przez upadek. Żywoty ludzkie mają tak nieprawdopodobnie cudowne i karkołomne scenariusze. Niektórzy są tym faktem wręcz zgorszeni. Ja należę do tych, których te „zakręty w ciemnościach” zachwycają i prowokują do poszukiwania gwiazd. Okruchów świętości. Kocham moich garbatych świętych.” – powiedział Grzegorczyk.
W styczniu w relikwiach przybył do nas bł. Jan Paweł II. W lipcu w moim ogrodzie zamieszkało w kapliczkach czworo nowych świętych: Roch, Agnieszka, Rita, Jan Nepomucen. Dlaczego oni? Dla ludzi wierzących nie ma przypadków… Pomyślałem, że to oni są nam widocznie potrzebni na te trudne, nieludzkie czasy. O każdym z nich będzie kilka myśli.
W roku 150 – tej rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego uczciliśmy bohaterów tamtejszego zrywu niepodległościowego tablicą pamiątkową. Podczas pielgrzymki naszej parafii do Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Oborach w dniu 15 lipca tego roku jeden o ojców karmelitów na koniec zaśpiewał Pieśń do Matki Boskiej w obrazie oborskim. Słowa pieśni, powyżej zamieszczone, napisał w 1866 r. proboszcz naszej parafii ks. Maciej Smoleński podczas internowania w klasztorze oborskim. Podejrzewam, że pieśń ta nie jest znana i nie śpiewa się jej. Dlatego postanowiłem, abyśmy nauczyli się słów i śpiewali podczas liturgii w naszej świątyni. Już pierwsze próby odbyły się w ostatnią niedzielę. Melodia wzięta jest ze znanej dobrze pieśni „Serdeczna Matko”. Słowa są proste w swej wymowie, ale zawierają głęboką i dziecięcą ufność w orędownictwo Matki Bożej Bolesnej. Wiedział ks. Maciej, czego ludziom na wsi szczególnie potrzeba: „Gdy susza piecze – daj siewom ochłodę, a gdy sprzątamy – wyjednaj pogodę. Choroby, grady, zarazy odwracaj (…) wyjednaj zdrowie i pomyślność wszelką, zgodę z sąsiadem i cierpliwość wielką, w godzinie śmierci nie odmów opieki”.
Jakże aktualne są słowa tej prostej pieśni. Bo przecież i dzisiaj lud dobrzyński potrzebuje „zlitowania”. Dzisiaj także z rożnych stron wierni przybywają w pielgrzymkach do miejsca, gdzie doznają pocieszenia, ukojenia, nawrócenia i uzdrowienia. Zachęcam moich drogich parafian, aby nauczyli się tej pieśni i ją nabożnie śpiewali w kościele, w domu, przy „sprzątaniu” plonów i razem „zgodnie z sąsiadem”. Niech to śpiewanie przypomina nam bohaterów Powstania Styczniowego, a zwłaszcza ks. Macieja Smoleńskiego – naszego proboszcza. A Maryja z „miłym Jezusem”- pozwoli nam wspólnie odpoczywać w świątyniach, do których zaprowadzą nas nasze drogi.
Podziwiam młode matki, które odważyły się wyjść z domu i pójść w pielgrzymce do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach ze swoimi małymi pociechami. Iść samemu to spory wysiłek i nie wszystkich stać na to. A jeszcze mieć pod swoimi skrzydłami dzieci, to trzeba wielkiej odwagi. Dzieciom bardzo się podobało, bo nie płakały, nie nudziły się. Ważne w wychowywaniu jest to, aby od najmłodszych lat pokazywać dzieciom drogę do sanktuarium: do Boga, do Matki Bożej, uczyć modlitwy i śpiewu pobożnych pieśni. I nie tylko pokazywać, ale razem iść tą samą drogą.
Te dzisiejsze wózki dziecięce są bardzo dobrze skonstruowane i chyba wygodne dla dzieci i prowadzących. Dlatego na pielgrzymce nazwałem je „mercedesami” i prosiłem, aby prowadziły pielgrzymkę nadając jej odpowiednie tempo wędrowania. Muszę powiedzieć, że trzeba było nieźle się wysilać, aby nadążyć za tymi dziecięcymi „mercedesami”…
I jeszcze jedno moje dość ciekawe doświadczenie w kontekście dziecięcych wózeczków. Przygotowujemy do renowacji ołtarz św. Tekli z kościoła. Trzeba sporządzić odpowiednią dokumentację aby pozyskać dotacje na część prac konserwatorskich. Prace te prowadzi Pani Konserwator – od niedawna młoda matka kilkumiesięcznego Franciszka. Umówiliśmy się na spotkanie w Urzędzie Marszałkowskim w Toruniu na Placu Teatralnym. Przychodzę i widzę Panią Konserwator z dużym wózkiem dziecięcym, bo nie miała z kim zostawić Franka. Padał deszcz i do tego okazało się, że urząd nam potrzebny mieści się za katedrą św. Janów. Trzeba więc przejść z wózkiem Franciszka przez całe stare miasto w deszczu… a droga jest zabytkowa, więc nie równa i ciasna. Niełatwo jest pchać w takich warunkach wózek. Martwiłem się, że w tych wybojach i nierównościach dziecko się obudzi. Ale matka spokojnie stwierdziła, że maluch bardzo lubi takie kołysanie. Dochodzimy do budynku urzędu, który mieści się na II piętrze! No to wózek z Frankiem w ręce i wędrujemy schodami na drugie piętro. Nie łatwo jest dzisiaj wychować dzieci gdy nie ma wsparcia…
A w naszym kraju dalej nie widać polityki prorodzinnej! Choćby w kontekście realizacji problematycznej ustawy o śmieciach. Jest rodzina wielodzietna i gdy za każde dziecko liczy się nowy podatek za śmieci, to wychodzą kosmiczne sumy za śmieci w tej rodzinie. Tym samym promuje się singli a nie rodziny wielodzietne. Tu należy się ukłon w stronę Pana Wójta z Radomina, który zadbał o rodziny wielodzietne w naszej gminie i obniżył opłaty za śmieci w rodzinach, które liczą więcej niż 5 osób. Okazało się, że przez to ma kłopoty prawne, gdyż urzędnicy państwowi badają i stawiają zarzuty, że ta gminna uchwała jest niezgodna z konstytucją, ponieważ nie traktuje równo wszystkich obywateli…
Zapraszam do głosownia na najlepsze zdjęcie w dn. 27-30 czerwca w konkursie „Kujawsko-pomorska wieś w obiektywie”.Nagrodzone zostanie zdjęcie, które uzyska najwięcej punktów liczonych na zasadzie 1 like = 1 pkt i 1 pozytywny komentarz = 3 pkt. Jedna osoba dysponuje możliwością przyznania jednego like’a i jednego komentarza. Zachęcam do promowania naszej parafii i wsi kujawsko – pomorskiej:
Zdjęcie przedstawia pole plebańskie po zbiorach rzepaku. W tle widać odjeżdżający ciągnik z przyczepą wypełnioną zbożem, a na nim rolników. Całości przygląda się bociek szuka pożywienia. Na trzecim planie widoczny jest drewniany kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Dulsku z wieku XVIII.
Zdjęcie przedstawia rowerzystów, pielgrzymujących do sanktuarium w Oborach. Grupa zatrzymała się na rozstaju dróg, przy przydrożnej kapliczce, aby poczekać na resztę współtowarzyszy, a jednocześnie odpocząć przed kolejnym etapem podróży. Figury i kapliczki przydrożne są charakterystyczne dla polskiego krajobrazu wiejskiego, stawiane niegdyś na rozstajach dróg, najczęściej w podzięce Bogu za otrzymane łaski, stawały się jednocześnie drogowskazem dla podróżujących
Zdjęcie przedstawia „gruszko – branie” w sadzie plebańskim. Na pierwszym planie widać zdrowe owoce jabłoni, na drugim na podnośniku rolnicy zrywający owoce gruszy, których w minionym roku była obfitość urodzaju. W tle widoczny świeżo pomalowany drewniany kościół parafialny pw. Wniebowzięcia NMP w Dulsku wraz z dzwonnicą z wieku XVIII.
Fotografia przedstawia typowy dla polskiej wsi obraz pobożności ludowej w Dulsku. Starsza para małżeńska siedząca na kanapie wpatrzona w stojący naprzeciwko krucyfiks, nad nimi charakterystyczne dla wystroju wiejskich domostw wizerunki: Najświętszego Serca Pana Jezusa i Niepokalanego Serca Najświętszej Marii Panny. Zdjęcie zrobiona podczas wizyty duszpasterskiej – kolędy.
Na fotografii widać niegdyś bardzo charakterystyczny dla polskiej wsi, obraz orzącego pole konia. W czasach kiedy wszystkie prace na wsiach wykonywane są przy pomocy nowoczesnych maszyn rolniczych, jest to ostatnie tego typu zwierzę hodowlane na terenie parafii Dulsk, które nadal czynnie służy człowiekowi na roli i w transporcie np. sanna zimą.
Przyszli do mnie młodzieńcy – gdy niczym ten czarny szpak siedziałem na czereśni i zajadałem owoce lata – że chcą pograć w siatkę w Parku Papieskim. Zaczęliśmy szukać siatki, piłki, zawodnicy się znaleźli. I siatka też. Zamontowali i grają. Co możemy robić w wakacje na wsi?
– Żniwować: podobno dzieci pomagają w zbiórce płodów ziemi.
– Grać w siatkę: organizujemy rozgrywki o puchar Matki Bożej Dulskiej w piłce siatkowej. Proszę zgłaszać drużyny czteroosobowe do Szymona Burak i do boju!